Ś***rć na grzybobraniu, której można było uniknąć. Psy atakowały już wcześniej, właściciel to były policjant

Ś***rć na grzybobraniu, której można było uniknąć. Psy atakowały już wcześniej, właściciel to były policjant

Ś***rć na grzybobraniu, której można było uniknąć. Psy atakowały już wcześniej, właściciel to były policjant

canva.com

Spokojny, jesienny spacer po lesie zakończył się niewyobrażalnym horrorem. 46-letni mężczyzna, który zatrzymał się, by pozbierać grzyby, zginął rozszarpany przez trzy psy. Teraz na jaw wychodzi szokująca prawda: zwierzęta były tykającą bombą, a ich właściciel, były policjant, przez długi czas ignorował tykanie zegara.

Reklama

Poszedł na grzyby, znalazł śmierć. Makabryczny finał spaceru przy trasie S3

To miała być tylko chwila wytchnienia w długiej trasie. Zwykły postój na MOP Racula przy S3 i krótki spacer do lasu, by rozprostować nogi i poszukać grzybów. Nikt, a zwłaszcza 46-letni kierowca ciężarówki, nie spodziewał się, że w niedzielę 12 października zamiast podgrzybków znajdzie tam brutalną śmierć.

Nagle z terenu przylegającej do lasu strzelnicy wypadły trzy rozwścieczone psy i rzuciły się na niego. Mimo potwornego bólu i szoku, mężczyzna zdołał jeszcze wykręcić numer alarmowy 112 i wezwać pomoc. Jego ostatnie chwile były koszmarem. Kiedy na miejsce dotarły służby, ich oczom ukazał się przerażający widok. Ofiara była w stanie krytycznym.

Reklama

Lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze przez trzy dni walczyli o jego życie. Niestety, obrażenia były zbyt rozległe. Na ciele 46-latka stwierdzono co najmniej 53 rany szarpane i gryzione. Mężczyzna zmarł w środę nad ranem. Tragedia, która wstrząsnęła całą Polską, okazała się mieć drugie, jeszcze bardziej mroczne dno. To śmiertelne pogryzienie nie było dziełem przypadku.

owczarek belgijski canva.com

Reklama

To nie był pierwszy atak. Mieszkańcy od dawna bili na alarm

Szybko okazało się, że ten bestialski atak nie był tragicznym zbiegiem okoliczności. To była zaprogramowana katastrofa, której zapobiec próbowano już wcześniej. Jak ustalili śledczy, te same niebezpieczne psy miały już na swoim koncie krew i strach innej ofiary. Przeciwko właścicielowi strzelnicy toczyło się już postępowanie cywilne, które wniosła kobieta, również pogryziona przez jego zwierzęta.

Reklama

Mimo tego ostrzeżenia właściciel nie zrobił nic, by skutecznie zabezpieczyć teren. Ludzie, którzy bywali na strzelnicy, nie mają wątpliwości, że tragedia wisiała w powietrzu.

Reklama

Byłem na tej strzelnicy dwa razy, psy ogólnie zachowywały się agresywnie. To były trzy owczarki belgijskie. Jak się przyjeżdża na tę strzelnicę, zawsze tam czuć takie niebezpieczeństwo i niepokój.

Podobnego zdania są inni, którzy podkreślają rażące zaniedbanie zwierząt i brak wyobraźni właściciela. To poczucie bezkarności doprowadziło do śmierci niewinnego człowieka.

Reklama

Jeżeli byłyby prawidłowo zabezpieczone, to takiego incydentu by nie doszło, więc coś zostało niedopilnowane, jakieś środki bezpieczeństwa nie zostały zachowane. Dlatego doszło do tragedii. A nie jest to jednorazowy incydent, więc już myślę, że był czas na to, żeby po prostu zabezpieczyć psy tak, aby nie miały możliwości ucieczki.

Kim jest właściciel psów? Były policjant za nic miał ostrzeżenia

Sprawie dodatkowej pikanterii dodaje fakt, że właściciel psów-zabójców to były policjant. Człowiek, który z racji swojego zawodu powinien doskonale znać prawo i obowiązki ciążące na posiadaczu niebezpiecznych zwierząt. Śledczy nie mają wątpliwości, że nie zachował on należytych środków ostrożności, co pozwoliło psom wydostać się z terenu strzelnicy.

Przeszłość zawodowa właściciela psów od razu wzbudziła podejrzenia o możliwe "zamiatanie sprawy pod dywan". Prokuratura, świadoma nastrojów społecznych, postanowiła działać transparentnie. Prokurator Ewa Antonowicz wprost przyznała, że chodzi o ucięcie wszelkich spekulacji:

wśród ludzi pojawiło się przeświadczenie, że mogą istnieć jakieś powiązania, dlatego jako organ nadrzędny przejęliśmy to postępowanie, by nie było żadnych wątpliwości co do jego obiektywizmu.

Dochodzenie prowadzone jest z art. 156 Kodeksu karnego, który dotyczy spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Śledczy badają także inne przypadki niewłaściwego zabezpieczenia zwierząt przez tego samego właściciela.

"Nienaturalnie duża głowa". Biegli badają psy-zabójców

Co wiemy o samych zwierzętach, które dokonały tej potwornej zbrodni? Początkowo mówiono, że to owczarki belgijskie, rasa znana ze swojej inteligencji, ale i silnego instynktu terytorialnego. Psy zostały schwytane i przekazane do tymczasowego domu, gdzie znajdują się pod obserwacją biegłych, w tym kynologa i behawiorysty.

Już pierwsze oględziny przyniosły niepokojące wnioski. Biegła zwróciła uwagę, że budowa psów jest daleka od wzorca rasy, co może sugerować, że były to niebezpieczne mieszanki, być może celowo hodowane w niejasnym celu.

Nienaturalnie duża głowa i nienaturalnie długie. Tutaj są podejrzenia, że psy nie były rasowe.

Przekazał prokurator, cytując opinię biegłej. Teraz eksperci zbadają historię i zachowanie zwierząt, uwzględniając także wcześniejsze incydenty z psami. Ta wiedza będzie kluczowa, by zrozumieć, co doprowadziło do tak straszliwej tragedii.

Śledztwo trwa, a psy-zabójcy są pod obserwacją biegłych. Jednak dla 46-letniego grzybiarza, który chciał tylko w spokoju spędzić przerwę w pracy, jest już za późno. W lasach pod Zieloną Górą wciąż głośno wybrzmiewa jedno pytanie: ilu ludzi musiało jeszcze ucierpieć, by ktoś w końcu powstrzymał byłego policjanta czującego się ponad prawem?

Katarzyna Stoparczyk przez lata była jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiego radia. Jej audycje w radiowej Trójce przyciągały tysiące słuchaczy i całe pokolenia dzieci.
Źródło: facebook.com/KatarzynaStoparczyk.Official
Reklama
Reklama