Mejza gnał 200 km/h luksusowym BMW. Jest problem: oficjalnie nie ma żadnego auta

Mejza gnał 200 km/h luksusowym BMW. Jest problem: oficjalnie nie ma żadnego auta

Mejza gnał 200 km/h luksusowym BMW. Jest problem: oficjalnie nie ma żadnego auta

Facebook/Poseł Mejza

Łukasz Mejza, kontrowersyjny poseł znany z zamiłowania do luksusu i licznych skandali, znów jest na ustach całej Polski. Polityk PiS został przyłapany na szaleńczym rajdzie z prędkością 200 km/h. Kłopot w tym, że w jego oficjalnym oświadczeniu majątkowym próżno szukać jakiegokolwiek samochodu. Sprawdziliśmy, co poseł PiS próbuje ukryć. To, co znaleźliśmy w jego oświadczeniu majątkowym, wprawia w osłupienie.

Reklama

200 km/h i ucieczka przed mandatem. Mejza znów poczuł się bezkarny

Poniedziałkowy poranek na trasie S3 pod Polkowicami. Większość kierowców trzyma się przepisów, ale nie Łukasz Mejza. Poseł PiS, siedząc za kółkiem luksusowego BMW, postanowił sprawdzić, ile fabryka dała. Licznik pokazał 200 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 120 km/h. Policyjny patrol nie miał wątpliwości. "Funkcjonariusze zatrzymali auto, które jechało z prędkością 200 km na godz. w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 120 km na godz." – potwierdził podkom. Przemysław Rybikowski.

Gdy przyszło do płacenia, czar prysł. Za taki wyczyn groził mu mandat w wysokości 2,5 tys. zł i 15 punktów karnych. Ale poseł PiS, jak na przedstawiciela "elyty" przystało, poczuł się ponad prawem. Zamiast przyjąć karę, wyciągnął asa z rękawa – immunitet poselski. Sprawa trafi do Sejmu, a policja już szykuje wniosek o uchylenie immunitetu. Sam Mejza tłumaczył się w kuriozalny sposób, twierdząc, że... spieszył się na samolot. Najwyraźniej bezpieczeństwo innych na drodze jest mniej ważne niż punktualność posła. Szkoda, że immunitet nie chroni przed spóźnieniem na samolot – jak przyznał sam poseł, i tak nie zdążył.

Reklama

Łukasz Mejza w czerwonej czapce z daszkiem instagram.com/michalmarszal

Luksusowe życie, ogromne długi i... zero aut? Oświadczenie majątkowe posła to zagadka

Szaleńczy rajd drogim autem to jedno, ale prawdziwa sensacja kryje się w oficjalnych dokumentach. Zajrzeliśmy do najnowszego oświadczenia majątkowego Łukasza Mejzy i przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Poseł zadeklarował ok. 130 tys. zł oszczędności, udziały w trzech spółkach, które przyniosły mu prawie pół miliona złotych dochodu, i współwłasność mieszkania wartego 550 tys. zł. Brzmi nieźle, prawda?

Reklama

Jednak wizerunek człowieka sukcesu psują potężne zobowiązania, które ciągną się za posłem jak cień. Mejza spłaca kredyt hipoteczny (221 tys. zł), gotówkowy (40 tys. zł) i ogromną pożyczkę od osoby prywatnej (300 tys. zł). Do tego dochodzą zaległości wobec ZUS (11 tys. zł) i urzędu skarbowego (ok. 95 tys. zł). Jest jednak jeden, absolutnie szokujący szczegół. W rubryce "składniki mienia ruchomego o wartości powyżej 10 000 złotych" poseł wpisał... "nie dotyczy". Pytanie jest więc proste: czy poseł Mejza po prostu zapomniał wpisać do oświadczenia luksusowe auto, czy też świadomie ukrywa swój majątek przed wyborcami?

Reklama

"Oby nigdy więcej takiej patologii w Sejmie". Politycy grzmią, a internet wrze

Zachowanie Mejzy wywołało falę oburzenia. Szef MSWiA Marcin Kierwiński nie przebierał w słowach, nazywając wyczyn posła "barbarzyńskim rajdem".

Reklama

Niejaki Mejza pędził 200 km na godz.. Odmówił przyjęcia mandatu. Bo przecież jest posłem… posłem PiS. Nie odpuścimy. Policja zrobiła swoje. Mejza odpowie za ten barbarzyński rajd.

Wtórował mu marszałek Sejmu Szymon Hołownia, który zapowiedział, że wniosek o uchylenie immunitetu będzie procedowany "jak najszybciej". Z kolei Dariusz Joński podsumował sprawę krótko: "Jak widać, nie umie zachować się w hotelu, w restauracji i na drodze też nie umie. Oby nigdy więcej w Sejmie takiej patologii".

Reklama

Jednak to nie tylko politycy nie kryli oburzenia. Internet zalała fala komentarzy zwykłych Polaków, którzy nie zostawili na pośle suchej nitki. W sieci można przeczytać setki opinii w podobnym tonie:

To jest właśnie symbol buty i arogancji tej władzy. Zwykły człowiek za takie coś straciłby prawo jazdy w 5 minut. A "pan poseł" macha immunitetem. Wstyd!

I pomyśleć, że 10 tysięcy ludzi uznało, że ten człowiek będzie ich godnie reprezentował. Gratuluję wyboru.

Sam główny zainteresowany po fali krytyki próbował przepraszać, ale jego słowa brzmią mało wiarygodnie: "Źle się zachowałem i nie mam zamiaru pie***yć głupot, bo nic tego nie tłumaczy. Przepraszam. Taka sytuacja nie powtórzy się więcej".

Źródło: facebook.com/sekcjagimnastyczna
Reklama
Reklama