Misja w Gazie, deportacja, a w kraju… kara. KO wystawia Sterczewskiemu rachunek

Misja w Gazie, deportacja, a w kraju… kara. KO wystawia Sterczewskiemu rachunek

Misja w Gazie, deportacja, a w kraju… kara. KO wystawia Sterczewskiemu rachunek

instagram.com/franeksterczewski

Franciszek Sterczewski, poseł KO znany z aktywizmu, zamiast medalu za pomoc humanitarną, dostał od partyjnych kolegów rachunek do zapłacenia. Jego misja w Strefie Gazy zakończyła się nie tylko deportacją przez izraelskie służby, ale i bolesną karą finansową od własnego ugrupowania. Za tą zaskakującą decyzją kryje się jednak coś więcej niż tylko polityczne tarcia – to starcie idei z bezduszną machiną partyjnych procedur.

Reklama

Dobre chęci to za mało. Sterczewski zapłaci za brak jednego papierka

Wszystko rozbiło się o nieobecność polskiego posła Franciszka Sterczewskiego na posiedzeniach Sejmu. Polityk, zamiast siedzieć w ławach poselskich, brał udział w międzynarodowej flotylli humanitarnej, która próbowała przełamać izraelską blokadę morską i dostarczyć pomoc humanitarną do Strefy Gazy. Jego misja skończyła się zatrzymaniem i deportacją, ale prawdziwe kłopoty czekały na niego dopiero w kraju.

Okazało się, że dobre chęci to za mało. Klub Koalicji Obywatelskiej nie wnikał w szlachetność misji, tylko twardo trzymał się procedur. Powód kary? Prozaiczny – brak jednego, formalnego papierka. Poseł po prostu nie usprawiedliwił swojej nieobecności. Rzecznik dyscypliny klubowej, Tomasz Nowak, uciął wszelkie spekulacje.

Reklama

Każdy poseł, który nie uczestniczy w posiedzeniach Sejmu i nie przedstawi formalnego usprawiedliwienia, podlega karze finansowej.

Franciszek Sterczewski x.com/f_sterczewski

W partii zawrzało. "Mógł wybrać inne metody działania"

Decyzja o ukaraniu posła wywołała w Koalicji Obywatelskiej prawdziwą burzę. Z jednej strony słychać głosy oburzenia i wsparcia dla Sterczewskiego, którego misję wielu uznaje za odważną i potrzebną. "Wszyscy się martwili w klubie o Franka, nawet jak uznawali, że to, co zrobił, było po prostu nie do końca mądre" – przyznał anonimowo jeden z polityków KO.

Reklama

Z drugiej strony nie brakuje jednak głosów oskarżających posła o samowolkę i narażanie partii na wizerunkowe straty. Rzeczniczka klubu Dorota Łoboda podkreśliła, że poseł poinformował o wszystkim "po fakcie", nie prosząc o zgodę. "Mógł wybrać inne metody, posłowie mają różne metody działania. A on nikogo nie informował, sporo ryzykował" – skwitował inny członek władz klubu. Najdobitniej sprawę ujęła Klaudia Jachira, która stwierdziła, że Sterczewski "powinien był potraktować wyprawę jako misję prywatną i podziękować MSZ za pomoc w ewakuacji".

Reklama

Poseł nie gryzie się w język. Uderza w Sikorskiego i krytykuje rząd

Sam Franciszek Sterczewski nie zamierza jednak sypać głowy popiołem. Po powrocie do Polski nie ukrywał rozgoryczenia, a całą swoją złość skierował w stronę szefa MSZ. W ostrych słowach wyraził "rozczarowanie postawą wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego", zarzucając mu, że ten "bagatelizował sytuację", gdy aktywiści ryzykowali życiem.

Reklama

To pokłosie głośnej wymiany zdań, którą rozpoczął sam Radosław Sikorski, publikując na portalu X kontrowersyjną sondę z pytaniem, czy państwo powinno płacić za ewakuację posła, który "wielokrotnie ostrzegany, udaje się w rejon wojny". Odpowiedź Sterczewskiego była natychmiastowa i nie pozostawiała złudzeń.

Reklama

Jako poseł mam obowiązek być tam, gdzie łamane są prawa człowieka. (...) Liczę, że rząd RP także stanie po stronie tych, którzy chcą zakończyć to ludobójstwo, zamiast wystawiać im rachunki.

Kara finansowa to jedno, ale otwarty konflikt na linii Sterczewski-Sikorski to zupełnie inna, polityczna waga. Poseł domaga się "natychmiastowej zmiany polityki rządu polskiego" wobec Izraela i porównuje działania Benjamina Netanjahu do zbrodni wojennych Putina. Wygląda na to, że ta historia to dopiero początek większych tarć w koalicji, gdzie ideowy zapał zderzył się z zimną, polityczną kalkulacją.

Źródło: AKPA
Reklama
Reklama