Gwizdy, buczenie i setki pustych krzeseł. Tak świat przywitał premiera Izraela na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Wystąpienie Benjamina Netanjahu w Nowym Jorku zamieniło się w dyplomatyczny koszmar i publiczne upokorzenie, które przejdzie do historii. To nie był przypadek, a starannie wyreżyserowane upokorzenie. Świat wysłał Netanjahu brutalnie szczery sygnał: twoja polityka to katastrofa, a nasza cierpliwość właśnie się skończyła.
Netanjahu wchodzi na mównicę. W odpowiedzi gwizdy i puste krzesła
Sceny, które rozegrały się w piątek na 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, były bezprecedensowe. Gdy premier Izraela Benjamin Netanjahu wchodził na mównicę, zamiast kurtuazyjnych braw, powitała go ściana wrogości. Z sali dobiegały głośne gwizdy i buczenie, a jeszcze zanim zdążył wypowiedzieć pierwsze słowo, dziesiątki, a według niektórych relacji nawet setki dyplomatów demonstracyjnie wstały i opuściły salę.
To był potężny policzek wymierzony nie tylko samemu premierowi, ale całej polityce zagranicznej Izraela. Binjamin Netanjahu, obciążony nakazem aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie wojenne, musiał przemawiać do sali, która świeciła pustkami. Dyplomaci, którzy pozostali na swoich miejscach, nie szczędzili mu okrzyków, przerywając jego wystąpienie za każdym razem, gdy próbował usprawiedliwiać działania w Strefie Gazy. Izolacja Izraela stała się faktem, widocznym na oczach całego świata.
Zresztą upokorzenie zaczęło się, jeszcze zanim wylądował w USA. Netanjahu musiał lecieć do Nowego Jorku okrężną drogą, nadkładając setki kilometrów, byle tylko ominąć europejską przestrzeń powietrzną. Wszystko z obawy, że któryś z krajów potraktuje poważnie międzynarodowy nakaz aresztowania, który ciąży na nim za zbrodnie wojenne.
"Złóżcie broń, albo Izrael was dopadnie!". Ostre słowa do Hamasu i groźby
Niezrażony lodowatym przyjęciem, Netanjahu przeszedł do ofensywy. Obiecał, że Izrael "dokończy dzieło" i wyeliminuje Hamas do ostatniego bojownika. Zwrócił się bezpośrednio do terrorystów, stawiając im ultimatum.
Złóżcie broń, uwolnijcie zakładników, ponieważ jeżeli to zrobicie, przeżyjecie, a jeżeli nie, Izrael was dopadnie
Ten kuriozalny pomysł, przypominający scenę z taniego filmu akcji, został wyśmiany nawet w samym Izraelu. Premier chwalił się, że jego słowa są transmitowane do Strefy Gazy przez wojskowe głośniki. W odpowiedzi grupa matek żołnierzy oświadczyła dosadnie: "Nasi synowie nie są scenografią megalomańskiego przedstawienia Netanjahu".
Netanyahu w czasie przemówienia przed 118 Kongresem USA / Fot . Wiki Commons
"To czyste szaleństwo!". Netanjahu uderza w Zachód za uznanie Palestyny
Jednak najwięcej kontrowersji wzbudził frontalny atak Netanjahu na państwa Zachodu. Premier Izraela z furią skrytykował niedawne decyzje Francji, Wielkiej Brytanii, Kanady i Australii o uznaniu państwowości Palestyny, nazywając je "haniebnymi decyzjami". Porównał ten ruch do politycznego absurdu, grzmiąc z mównicy.
Stworzenie państwa palestyńskiego w odległości jednej mili od Jerozolimy po atakach z 7 października 2023 r. to jak stworzenie państwa Al-Kaidy milę od Nowego Jorku po zamachach z 11 września 2001 r. (...) To czyste szaleństwo, to obłęd, nie zrobimy tego.
Tymi słowami Netanjahu nie tylko obraził kluczowych sojuszników, ale też pokazał, jak bardzo jest odklejony od globalnych nastrojów. Sugerując, że uznanie państwa palestyńskiego to nagroda za terroryzm, a "mordowanie Żydów się opłaca", postawił się na kursie kolizyjnym z niemal całym światem zachodnim.
Nie tylko świat ma dość. Protesty nawet pod siedzibą ONZ
W czasie gdy dyplomaci odwracali się od Netanjahu plecami, pod murami ONZ rozgrywał się inny dramat. Na ulicach Nowego Jorku protestowały rodziny izraelskich zakładników przetrzymywanych przez Hamas. W przeciwieństwie do premiera, nie wierzyli oni w skuteczność militarnej operacji. Wręcz przeciwnie, zarzucali mu, że kontynuuje wojnę z powodu "politycznego wyrachowania", a nie dla dobra zakładników czy bezpieczeństwa kraju. To bolesny dowód na to, że Netanjahu traci poparcie nie tylko na świecie, ale i we własnym domu.
Wiki Commons
Świat ma dość. To dlatego dyplomaci odwrócili się plecami
Ale dlaczego świat tak ostentacyjnie odwrócił się od Netanjahu? Ten protest nie wziął się znikąd. To była kulminacja miesięcy narastającej wściekłości na brutalną wojnę w Strefie Gazy, która pochłonęła już ponad 65 tysięcy palestyńskich ofiar, głównie kobiet i dzieci. Konflikt izraelsko-palestyński wszedł w najkrwawszą fazę od dekad, a kryzys humanitarny w Gazie przybrał apokaliptyczne rozmiary. Organizacje pomocowe alarmują o celowym wywoływaniu głodu, a zdjęcia umierających dzieci obiegły świat.
Czarę goryczy przelał niedawny raport komisji śledczej Rady Praw Człowieka ONZ. Eksperci stwierdzili wprost, że działania Izraela w Strefie Gazy noszą znamiona ludob00jstwa i spełniają cztery z pięciu kryteriów określonych w Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludob00jstwa. W obliczu takich oskarżeń milczące przyzwolenie na politykę Netanjahu stało się dla wielu państw niemożliwe. Puste krzesła w Nowym Jorku były ich odpowiedzią.
Nawet Trump wysyła chłodny sygnał. Netanjahu traci sojuszników
Jakby tego było mało, cios nadszedł z najmniej spodziewanej strony. Największy sojusznik Izraela, prezydent USA Donald Trump, który dotąd uchodził za bezkrytycznego stronnika Netanjahu, publicznie go upomniał. W odpowiedzi na izraelskie groźby aneksji Zachodniego Brzegu, Trump oświadczył stanowczo:
Nie pozwolę na to. Nie dojdzie do tego.
To zimny prysznic dla izraelskiego rządu i sygnał, że nawet cierpliwość Waszyngtonu ma swoje granice. Przemówienie do pustych krzeseł w ONZ to coś więcej niż dyplomatyczna gafa. To może być symboliczny początek końca Benjamina Netanjahu na światowych salonach.