Pani Rozalia po 22 latach piekła uciekła od męża, by ratować siebie i ośmioro swoich dzieci. Gdy wydawało się, że najgorsze już za nimi, spadł na nią kolejny cios – groźba eksmisji. Nikt nie chce wynająć mieszkania tak dużej rodzinie, a państwo ma dla niej jedną, upokarzającą propozycję. Z końcem października matka z dziećmi może wylądować na bruku, a jej historia, przedstawiona w programie "Uwaga!" TVN, jest wstrząsającym oskarżeniem systemu.
Uciekła od męża tyrana. "Byłam manipulowana i zastraszana"
Przez 22 lata jej dom był więzieniem. Mąż, Andrzej W., zgotował jej i dzieciom piekło na ziemi. Jak sama wyznaje, najgorsza była codzienna dawka psychicznej tortury, która paraliżowała ją na lata i odcinała od świata.
Najbardziej bolesna była przemoc psychiczna. Mąż mnie wyzywał, wyśmiewał i zastraszał. Byłam całkowicie odizolowana. Moje jedyne wyjście na świat było wtedy, kiedy dwa razy w miesiącu podwoził mnie na zakupy. Wtedy mogłam porozmawiać z ludźmi.
Ale w tym domu miałą miejsce także przemoc fizyczna - skierowana na nią i, co przerażające, także na dzieci. Ta spirala strachu i cierpienia trwała latami.
Chciałam odejść, natomiast byłam manipulowana i zastraszana. Jak dzieci były małe i próbowałam uciekać, to mówił: "A dokąd pójdziesz? Kto cię przyjmie? Pamiętaj, że zabiorę ci dzieci".
W końcu miarka się przebrała. Dzięki nagraniom, które potajemnie robiły córki, sprawa trafiła do prokuratury. Skalę dramatu potwierdza prokurator Alicja Cichosz z Prokuratury Rejonowej w Lipnie: Andrzej W. usłyszał zarzuty znęcania się nad żoną i ośmiorgiem dzieci. Zastosowano wobec niego dozór policji i zakaz zbliżania się. Materiał dowodowy jest tak obszerny, że akta sprawy liczą już trzy tomy.
uwaga.tvn.pl
Czytaj także: Wystarczył apel w internecie, aby Polacy stanęli murem za rodakiem. 11 ton śliwek sprzedanych w kilka godzin
Nowe życie i nowy dramat. Nikt nie chce wynająć im mieszkania
Po odejściu męża w domu zapanował spokój. Dzieci po raz pierwszy od lat mogły się śmiać, zapraszać kolegów i po prostu być dziećmi. Wydawało się, że koszmar minął na dobre.
Zaczęliśmy nowe życie. Wszystko co robimy zaczyna mieć inny sens. Mogę zbierać liście czy kasztany, piec ciasto czy śpiewać. Zupełnie inaczej żyję, tak samo moje dzieci. Zaczęły się śmiać i bawić – opowiada kobieta.
Ta krucha normalność rozpadła się jednak w pył. Nad rodziną zawisło widmo bezdomności. Właściciel trzypokojowego mieszkania, które wynajmują, nie chce przedłużyć im umowy. Zgodził się jedynie na pozostanie do końca października. Pani Rozalia desperacko szuka nowego lokum, ale za każdym razem odbija się od ściany. Nikt nie chce wynająć mieszkania matce z ośmiorgiem dzieci.
Robię, co mogę, by dzieci nie wylądowały na bruku. Ale tak licznej rodzinie nikt nie chce wynająć mieszkania – mówi ze łzami w oczach.
Gmina rozkłada ręce. Propozycja, która jest "kolejnym tymczasowym miejscem"
W obliczu grożącej eksmisji pani Rozalia zwróciła się o pomoc tam, gdzie powinna ją znaleźć – do urzędu gminy. Odpowiedź okazała się policzkiem. Okazało się, że gmina Lipno dysponuje tylko jednym, 30-metrowym mieszkaniem, co jest absurdem w przypadku dziewięcioosobowej rodziny. Zastępca wójta, Adrian Zalewski, przedstawia jedyne dostępne "rozwiązanie awaryjne".
To, co możemy zrobić na już, żeby ta pani nie wylądowała z dziećmi na bruku, to miejsce w domu samotnej matki. Wymagana jest tylko zgoda pani Rozalii.
Dla pani Rozalii, która uciekła od jednego piekła, propozycja przenosin do domu samotnej matki to perspektywa kolejnej tułaczki. To rozwiązanie tymczasowe, które w żaden sposób nie daje poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, o którą tak walczy dla swoich dzieci.
To byłoby kolejne tymczasowe miejsce. Całe życie spędziłam na walizkach i to nie ze swojej winy – kwituje gorzko.
"Chciałabym mieć dom, z którego nikt nas nie wygna"
Przyparta do muru, z widmem ulicy zaglądającym jej w oczy, pani Rozalia widzi już tylko jedno wyjście. Skoro nikt nie chce im wynająć mieszkania, a państwo oferuje jedynie tułaczkę, jedyną szansą jest zakup własnego domu. To ostatnia deska ratunku, by zapewnić dzieciom normalność, o której marzą. W tym celu założyła zbiórkę na portalu pomagam.pl, licząc na pomoc dobrych ludzi. Jej cel to 400 tysięcy złotych.
Chciałabym mieć dom, z którego nikt nas nie wygna.
Pytanie, czy po ucieczce z piekła przemocy domowej, ona i jej dzieci zostaną skazane na piekło bezdomności przez system, który miał je chronić, pozostaje otwarte.