Po dekadzie na szczycie Andrzej Duda miał być mężem stanu, a stał się bohaterem złośliwych anegdot. Polityczna miłość z Prawem i Sprawiedliwością nie tylko wygasła – przerodziła się w cichą pogardę. Dowód? Brutalna ksywka, którą byli koledzy podsumowują dziś jego prezydenturę. To prztyczek w nos, który musi bardzo boleć.
Andrzej Duda to już tylko "Pan z Pałacu". Co kryje się za tą złośliwą ksywką?
Zapomnijcie o "Adrianie". Na Nowogrodzkiej mają nowy, znacznie bardziej dotkliwy pseudonim dla byłego prezydenta. Dziś Andrzej Duda to dla nich po prostu "Pan z Pałacu". Ta ksywka to polityczny wyrok. Z jednej strony jest kpiną z jego izolacji w murach Belwederu, z drugiej – złośliwą diagnozą człowieka, który zamknął się w wieży z kości słoniowej. W oczach partyjnych kolegów odleciał, upojony splendorem, i kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością.
Skąd ta złośliwość? Powód jest banalnie prosty i pokazuje skalę rozczarowania. Były prezydent po prostu zapomniał, kto go stworzył. Jak tłumaczy nam jeden z polityków PiS, Duda przestał być "swój".
Niespecjalnie zapraszał polityków PiS na jakieś rozmowy, nie budował tych relacji. No tak się tego nie robi. To jest pan z Pałacu.

Marzenia o premierostwie kontra twarda rzeczywistość. Na Nowogrodzkiej mają inny plan
Tymczasem były prezydent, zajęty karierą w Kanale Zero, uwierzył, że Polska wciąż go potrzebuje. Z gracją męża stanu oferuje się jako bezpartyjny zbawca narodu, gotów objąć fotel premiera, by łączyć i budować. W wywiadach snuje wizje o sobie jako szefie rządu, który ma "doświadczenie międzynarodowe" i nie posiada "skrajnych poglądów".
Mogłoby się na przykład zdarzyć, że byłaby potrzeba znalezienia premiera łączącego nowe porozumienie koalicyjne. Gdyby mi taką propozycję złożono, tobym się nie wahał.
Na Nowogrodzkiej, słysząc te deklaracje, co najwyżej pukają się w czoło. W partii nikt nawet nie bierze takiego scenariusza pod uwagę. Co więcej, serce prezesa bije już dla kogoś innego. Prawo i Sprawiedliwość ma już nowego bohatera – to Karol Nawrocki jest dziś kreowany na przyszłą gwiazdę prawicy. Przy nim Andrzej Duda wygląda jak polityk z poprzedniej epoki. Zresztą nawet gdyby nie Nawrocki, w kolejce wciąż stoi Mateusz Morawiecki, którego akcje u prezesa znów idą w górę. Dla Dudy w tej układance po prostu nie ma miejsca.
Koniec miłości na prawicy? "Nawet nie zaprosił nas, by podziękować"
Ale za chłodną polityczną kalkulacją kryje się też zwykły, ludzki żal. W PiS do dziś nie mogą mu darować arogancji i braku wdzięczności. Największą zadrą w sercu partyjnych działaczy jest fakt, że po latach ciężkiej pracy na jego sukces, prezydent nie znalazł nawet chwili, by zaprosić klub parlamentarny do Pałacu i zwyczajnie podziękować.
To przecież klub PiS pracował na niego w kampaniach. Nie zaprosił nas do Pałacu, by nam podziękować.
Co ciekawe, czasu starczyło mu na wręczanie orderów zaprzyjaźnionym dziennikarzom, takim jak bracia Karnowscy czy Magdalena Ogórek. O tych, którzy harowali w terenie, by zdobyć dla niego głosy, kompletnie zapomniał. To był ostateczny dowód na to, kim się stał.
Wygląda więc na to, że polityczny los Andrzeja Dudy jest przesądzony. Były prezydent być może ma pałac i program na YouTubie, ale stracił partię, która dała mu wszystko. A w polskiej polityce król bez swojego dworu to tylko samotny człowiek w wielkim, pustym budynku. "Pan z Pałacu" to nie przezwisko. To nokaut.