Andrzej Bargiel jako pierwszy zjechał na nartach z Mount Everestu bez tlenu z butli

Andrzej Bargiel jako pierwszy zjechał na nartach z Mount Everestu bez tlenu z butli

Andrzej Bargiel jako pierwszy zjechał na nartach z Mount Everestu bez tlenu z butli

instagram.com/andrzejbargiel

Andrzej Bargiel właśnie oszukał śmierć i na zawsze zapisał się w historii świata. Polski skialpinista, jako pierwszy człowiek w historii, zjechał na nartach z samego szczytu Mount Everestu bez butli z tlenem. Ten niewyobrażalny wyczyn, przez lata uważany był za absolutnie niemożliwy do wykonania.

Reklama

Polak zjechał na nartach z Mount Everestu. Tego nie dokonał nikt wcześniej

To, co wydarzyło się w Himalajach, przechodzi ludzkie pojęcie. Po dwóch bolesnych porażkach w 2019 i 2022 roku Andrzej Bargiel w końcu dopiął swego i udowodnił, że niemożliwe nie istnieje. 22 września 2025 roku stanął na szczycie Mount Everest (8849 m n.p.m.), by następnego dnia o 8:45 zameldować się w bazie, dokonując czegoś, co brzmi jak scenariusz filmu akcji – zjechał na nartach z "dachu świata" bez użycia dodatkowego tlenu.

Trzeba to jasno podkreślić: nikt, absolutnie nikt przed nim tego nie dokonał. Jedyny wcześniejszy zjazd zaliczył Słoweniec Davo Karnicar, ale wspomagał się tlenem z butli. To, co zrobił Polak, to zupełnie inna liga – walka na granicy życia i śmierci, zdany wyłącznie na siłę własnych płuc. To historyczny moment, który na zawsze zmienia światowy himalaizm.

Reklama

To jeden z ważniejszych kroków w mojej sportowej karierze. Zjazd z Everestu bez tlenu był dla mnie marzeniem, które dojrzewało latami. Wiedziałem, że trudne jesienne warunki i poprowadzenie linii zjazdu przez lodowiec Khumbu to największe wyzwanie, z jakim mogę się zmierzyć.

Andrzej Bargiel w czasie marszu na nartach w wysokich górach instagram.com/andrzejbargiel

16 godzin w strefie śmierci i szaleńczy zjazd w mroku. Kulisy wyczynu mrożą krew w żyłach

Sama droga na szczyt była piekłem. Andrzej Bargiel spędził aż 16 godzin w niesławnej strefie śmierci, czyli powyżej 8000 metrów, gdzie bez dodatkowego tlenu organizm powoli umiera. Każdy krok był walką. Na samym wierzchołku był tylko przez kilka minut – wystarczyło, by zapiąć narty i rozpocząć szaleńczy wyścig z czasem i nadchodzącym mrokiem.

Reklama

Zjazd w dół był jeszcze bardziej dramatyczny. Ciemność i pogarszające się warunki zmusiły go do awaryjnego postoju w obozie II. Następnego dnia, o wschodzie słońca, dokończył dzieła. W niewiarygodnym stylu pokonał śmiertelnie niebezpieczny lodowiec Khumbu bez żadnych lin asekuracyjnych. To był popis umiejętności i odwagi, który mrozi krew w żyłach.

Reklama

Wejście było trudne. Everest jesienny a wiosenny to zupełnie inna historia, ale zjazd dał mi dużo przyjemności. Chyba przejazd przez Icefall był najprzyjemniejszą formą narciarstwa, tak mi się wydaje. U góry było nerwowo, bo było późno. Nie było za dużo czasu na spokojne nacieszenie się tym momentem.

InstagramAndrzej Bargiel @andrzejbargiel
Po kliknięciu wczytamy treść z serwisu Instagram (Meta), który może zapisywać pliki cookie.
Zobacz post @andrzejbargiel w serwisie Instagram

Tusk gratuluje, eksperci nie dowierzają. "Sky is the limit? Nie dla Polaków!"

Wyczyn Polaka odbił się szerokim echem, a gratulacje płyną z każdej strony. Sukcesu pogratulował mu premier Donald Tusk, który nie krył dumy z osiągnięcia rodaka.

Reklama

Sky is the limit? Nie dla Polaków! Andrzej Bargiel zjechał właśnie na nartach z Mount Everestu, Ola Mirosław znów wspięła się najszybciej po złoto i rekord, Rafał Modrzewski podbija świat swoimi satelitami. @astro_slawosz planuje kolejne wyprawy w kosmos.👏🇵🇱❤️

XDonald Tusk @donaldtusk
Sky is the limit? Nie dla Polaków! Andrzej Bargiel zjechał właśnie na nartach z Mount Everestu, Ola Mirosław znów wspięła się najszybciej po złoto i rekord, Rafał Modrzewski podbija świat swoimi satelitami, @astro_slawosz planuje kolejne wyprawy w kosmos.👏🇵🇱❤️
Po kliknięciu wczytamy treść z serwisu X, który może zapisywać pliki cookie.
Zobacz post @donaldtusk w serwisie X

Eksperci są zgodni: to, co zrobił Bargiel, jest na granicy cudu. Dr Patrycja Jonetzko, specjalistka medycyny górskiej, nie ma wątpliwości: "wyczyn Bargiela przekracza ludzkie możliwości". Jak podkreśla, "organizm na tej wysokości, niewspomagany tlenem z butli, musi walczyć o każdy postawiony krok". Ten sukces nie byłby możliwy bez jego zespołu, a zwłaszcza brata Bartka, który nawigował go dronem, i niezawodnego Szerpy, Speed Dawa Sherpa.

Reklama

Andrzej Bargiel z psem w górach instagram.com/andrzejbargiel

Kim jest człowiek, który oszukał śmierć? To nie pierwszy jego taki wyczyn

To nie jest pierwszy raz, kiedy Andrzej Bargiel gra śmierci na nosie. Ten historyczny zjazd to kolejny rozdział w jego szalonym projekcie "Hic Sunt Leones", w ramach którego Polak robi to, co inni uważają za samobójstwo: zdobywa i zjeżdża na nartach z najwyższych gór świata. Wszyscy pamiętamy jego zjazd z K2 w 2018 roku – wyczyn, który wydawał się jeszcze bardziej niemożliwy niż ten na Evereście.

Jego lista podbojów mrozi krew w żyłach: Shishapangma, Manaslu, Broad Peak i oba Gaszerbrumy. Bargiel to nie jest zwykły sportowiec, to pionier, który na nowo pisze zasady w świecie sportów ekstremalnych. Ten chłopak z Łętowni udowodnił, że dla Polaków naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych.

Źródło: AKPA
Reklama
Reklama