Donald Trump, znany ze swojej nieprzewidywalności, rzucił właśnie prawdziwą bombę. Jego najnowsze słowa o Polsce rozwiewają jedne wątpliwości, ale jednocześnie tworzą zupełnie nowe pytania o przyszłość bezpieczeństwa w Europie.
Trump nie zostawia złudzeń. Zaskakująca deklaracja po tygodniach niepewności
Chwila nieuwagi, jedno pytanie rzucone w biegu na trawniku przed Białym Domem i padły słowa, na które w Warszawie czekano z zapartym tchem. Prezydent USA Donald Trump, tuż przed wylotem do Arizony, został przyparty do muru pytaniem o bezpieczeństwo Polski w obliczu rosyjskiej agresji. Jego reakcja była natychmiastowa.
Jak informuje włoska agencja prasowa ANSA, Trump, zapytany o ewentualną pomoc, odparł bez wahania.
Zrobiłbym to.
Ta jednoznaczna deklaracja Trumpa to prawdziwy zwrot akcji po dniach pełnych niepewności i sprzecznych sygnałów płynących z Waszyngtonu. W jednym zdaniu prezydent USA uciął spekulacje i dał jasny sygnał, którego oczekiwano w Warszawie.

"Pomogę, ale po wojnie". Co Trump mówił wcześniej i skąd to całe zamieszanie?
Całe zamieszanie zaczęło się zaledwie kilka dni wcześniej po głośnym wywiadzie prezydenta dla telewizji Fox News. Trump wypowiadał się wówczas na temat naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Jego słowa wywołały konsternację i lawinę pytań o realne wsparcie USA dla sojusznika z NATO.
Cóż, pomagamy wywiadowczo. Ale kiedy mówiłem o pomocy lotniczej, miałem na myśli bezpieczeństwo po zakończeniu wojny. Więc po zakończeniu wojny będziemy pomagać w zapewnieniu pokoju i myślę, że ostatecznie to się stanie.
W Warszawie zawrzało. Do gorączkowego tłumaczenia prezydenta USA ruszył Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej. W Polsat News przekonywał, że to tylko niefortunna pomyłka.
Myślę, że doszło do lapsusa, pewnej pomyłki. Dziennikarka zadała pytanie o Polskę, a później o wypowiedzi z sierpnia, które dotyczyły Ukrainy i prezydent Trump zdaje się odpowiadał w sprawie Ukrainy.
Sytuację wykorzystał premier Donald Tusk, który wbił subtelną szpilę, przypominając w mediach społecznościowych, że Polska ma też innych, być może bardziej przewidywalnych sojuszników. Jego wpis był dyplomatycznym policzkiem i sygnałem: "radzimy sobie i bez niepewnych obietnic".
Napięcie nad Bałtykiem rośnie. To dlatego słowa Trumpa są tak ważne
Najnowsza, twarda deklaracja Trumpa pada w niezwykle gorącym momencie. Eskalacja Rosji nad Bałtykiem staje się faktem, a prowokacje są na porządku dziennym. Zaledwie w piątek trzy rosyjskie myśliwce MiG-31 naruszyły przestrzeń powietrzną Estonii w pobliżu wyspy Vaindloo, pozostając tam przez około 12 minut. Tallin natychmiast uruchomił procedurę konsultacji na podstawie artykułu 4 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Donald Trump odniósł się do tego incydentu, mówiąc wprost: "Nie podoba nam się to" i dodając, że może to oznaczać "duże kłopoty". Na incydent rosyjski ostro zareagowała też amerykańska misja przy NATO.
Mocno potępiamy naruszenie przez Rosję przestrzeni powietrznej Estonii. Stoimy twardo po stronie naszych estońskich sojuszników i będziemy zdecydowanie bronić całego terytorium NATO.
Pamiętajmy, że to niejedyny taki przypadek. Niedawno niemieckie myśliwce przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy nad Morzem Bałtyckim, a 10 września na terenie kilku polskich województw zestrzelono rosyjskie drony. Właśnie w tym kontekście słowa prezydenta USA nabierają szczególnej wagi.