Zaparzcie herbatę, przygotujcie popcorn i usiądźcie wygodnie. Kiedy najważniejsi polscy politycy lecą do USA, w kraju wybucha karczemna awantura na Twitterze. Tym razem nie poszło o strategiczne sojusze czy bezpieczeństwo państwa, a o... miejsce w samolocie. Rzecznik MSZ Paweł Wroński i prezydencki minister Marcin Przydacz urządzili publiczne pranie brudów, które przejdzie do historii jako festiwal żenady i popis dziecinady na najwyższych szczeblach władzy.
Awantura o fotel w samolocie. Rzecznik MSZ publicznie wylewa żale
Cała drama zaczęła się od jednego tweeta. Rzecznik MSZ, Paweł Wroński, uznał za stosowne publicznie poskarżyć się na platformie X. Poszło o to, że jego szef, wicepremier Radosław Sikorski, nie poleciał do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ na pokładzie samolotu prezydenta Karola Nawrockiego. Rzecznik poczuł się w obowiązku przypomnieć Pałacowi Prezydenckiemu o dobrych manierach.
Informuję, że do tej pory istniała elegancka tradycja zapraszania przez prezydenta RP szefa dyplomacji na pokład samolotu, lecącego na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ
Tyle wystarczyło. Wpis zadziałał jak płachta na byka, a awantura ruszyła z kopyta.
Przydacz gasi Wrońskiego jak peta. "Proszę nie manipulować"
Na reakcję z Pałacu Prezydenckiego nie trzeba było długo czekać. Prezydencki minister Marcin Przydacz odpowiedział niemal natychmiast, gasząc zapał rzecznika MSZ. Bez owijania w bawełnę wyliczył, że żadna "tradycja" nie istnieje, rok temu minister też leciał osobno, a co najważniejsze – MSZ nawet nie raczyło złożyć oficjalnej prośby o wspólny lot. Na koniec dorzucił osobistą wycieczkę.
Proszę nie manipulować, nie pracuje pan już w Gazecie Wyborczej.
Tym samym dał jasno do zrozumienia, że w tej piaskownicy nikt nie zamierza bawić się w dyplomatyczne uprzejmości. To był dopiero początek publicznego prania brudów na linii MSZ – Pałac Prezydencki.
Wojenka wchodzi na wyższy poziom. "Ach, to były czasy"
Kiedy wydawało się, że kłótnia nie może być już bardziej żenująca, Paweł Wroński postanowił wejść na wyższy poziom uszczypliwości. W nostalgicznej odpowiedzi wspominał, jak to kiedyś latał z prezydentem Dudą na szczyt NATO i jak miło spędzało się czas w kulturalnym towarzystwie.
Można było porozmawiać z kulturalnymi ludźmi od prezydenta Dudy, spokojnie, bez agresji, zaciętości. Ach, to były czasy.
Na tę szpilę Marcin Przydacz odpowiedział ciosem, który miał kompletnie znokautować oponenta. Zamiast dyskutować o samolotach, postanowił zakpić z kompetencji rzecznika.
NATO, ONZ, tradycja, ekstradycja… Pan rzecznik poprosi adeptów Akademii Dyplomatycznej, żeby Panu podesłali notatkę czym różnią się te organizacje i pojęcia.
Walkę na uszczypliwości zakończył Paweł Wroński, wbijając ostatnią szpilę:
Prezydent zawsze może zaprosić na pokład samolotu. Podałem niedawny przykład. Przepraszam za użycie w dyskusji z panem słowa elegancja.
"Elity" się kłócą, a internet komentuje. "Żenada roku"
Podczas gdy przedstawiciele polskiej władzy toczyli bój o miejsce w samolocie, Polacy w internecie nie zostawili na nich suchej nitki. Komentarze internautów najlepiej podsumowują poziom tej "debaty".
Serio? Oni się kłócą o to, kto z kim leci do Ameryki? A ja się zastanawiam, jak zapłacić rachunki. Inny świat.
Dramat. Dwóch panów w garniturach urządziło sobie pyskówkę jak dzieci w przedszkolu. To jest nasza dyplomacja? Żenada roku.
A może następnym razem niech polecą LOT-em w klasie ekonomicznej? Może wtedy zejdą na ziemię.
I tak właśnie wygląda polityka zagraniczna w praktyce. Publiczność czeka z zapartym tchem na kolejny odcinek serialu, w którym dowiemy się, o co następnym razem pokłócą się nasi dyplomaci. Może o markę wody mineralnej na pokładzie?