Polityczna frustracja popchnęła 62-latka z Łodzi do nocnej "krucjaty" z puszką farby w ręku. Chcąc uderzyć w premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, zaatakował... mury łódzkiego sądu. Jego wulgarny manifest artystyczny okazał się jednak kosztowną pomyłką – "protest" wyceniono na ponad 71 tys. zł, a jego finał rozegrał się w policyjnym areszcie.
Droga krytyka rządu. "Artysta" zostawił po sobie rachunek na 70 tys. zł
Poranek w Łodzi przywitał mieszkańców szokującym widokiem. Zabytkowa elewacja Sądu Okręgowego w Łodzi od strony ulicy Narutowicza została zeszpecona wulgarnymi hasłami, a schody wejściowe zalane czerwoną i czarną farbą, tworząc scenę jak z kiepskiego kryminału. Celem słownego ataku byli premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, ale okazało się, że to zaledwie początek artystycznej "trasy" mężczyzny po mieście. Jego gniew miał szeroki promień rażenia – ucierpiał także plac przed sądem i Teatrem Wielkim, budynek Sądu Rejonowego przy al. Kościuszki oraz zabytkowe kamienice przy ulicach Piotrkowskiej i Więckowskiego. Skala zniszczeń okazała się ogromna, a wstępne koszty naprawy sądu i pozostałych budynków oszacowano na kwotę przekraczającą 71 tys. zł.
Wpadł szybciej, niż wyschła farba. Policja nie miała litości
Autor nocnych malowideł nie zdążył nacieszyć się swoim dziełem. Policja w Łodzi zadziałała błyskawicznie. Dzięki analizie zapisu z kamer monitoringu i współpracy kilku wydziałów sprawca został namierzony w ekspresowym tempie. 62-latka zatrzymano jeszcze tego samego dnia przed blokiem, w którym mieszkał, a znalezione w jego mieszkaniu puszki z farbami stanowiły ostateczny dowód.
Sąd, zanim jeszcze poznał sprawcę, nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z poważnym przestępstwem, a nie niewinnym wybrykiem. Jak mówił sędzia Grzegorz Gała, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi, sprawa od razu trafiła na policję:
Sprawa została zgłoszona na policję, bo zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa zniszczenia mienia, które zagrożone jest karą do pięciu lat pozbawienia wolności. My wstrzymujemy się na razie z własnymi działaniami, wiedząc, że policja będzie przesłuchiwała osoby z ochrony i oglądała monitoring; nie chcemy w te czynności wchodzić, żeby nie dublować prowadzonego postępowania przygotowawczego.
Gorzki finał tej nocnej eskapady to potrójne zarzuty, które usłyszał mężczyzna. Oprócz pokrycia gigantycznych kosztów renowacji, grozi mu także utrata wolności. Jak poinformował młodszy aspirant Maksymilian Jasiak, 62-latek zarzuty ma bardzo poważne.
Mężczyzna usłyszy zarzut zniszczenia mienia, nieumyślnego zniszczenia zabytku oraz znieważenia konstytucyjnych organów RP, za co może mu grozić kara nawet 5 lat pozbawienia wolności.
Minister komentuje z przekąsem. "Przydałby się jeszcze słownik ortograficzny"
Na wulgarny wandalizm w Łodzi z chłodną ironią zareagował jeden z zaatakowanych polityków. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych, wbijając autorowi napisów celną szpilę. Jego odpowiedź była krótka, złośliwa i trafiła w samo sedno, wytykając wandala nie tylko niszczenie mienia, ale także braki w edukacji:
Żurek to nie zupa pomidorowa, nie każdy musi go lubić. Słowa na mój temat były "zabawne", ale inne napisy na ścianie sądu w Łodzi to hejt i przede wszystkim - niszczenie mienia publicznego. Sprawą zajmuje się policja - a autorom przydałby się jeszcze słownik ortograficzny.