Słowa Donalda Trumpa w wywiadzie dla Fox News zmroziły polskich polityków i ekspertów. Były prezydent USA, pytany o wsparcie dla Polski w obliczu zagrożenia ze strony Rosji, postawił sprawę jasno – pomoc nadejdzie, ale dopiero po zakończeniu wojny w Ukrainie. Ta deklaracja podważa fundamenty polskiego bezpieczeństwa.
Donald Trump stawia sprawę jasno. Polska musi poczekać na pomoc
18 września 2025 roku Donald Trump udzielił wywiadu portalowi Fox News. Gdy dziennikarka Martha MacCallum zapytała amerykańskiego przywódcę o rosyjskie drony w Polsce, Donald Trump odparł:
Wiesz, po prostu nie mogę skomentować, czy to była pomyłka, czy nie. Nie powinno ich tam być, bądźmy szczerzy.
MacCallum postanowiła nieco podrążyć i podpytać o ewentualne wsparcie powietrzne dla Polski na wzór tego deklarowanego przez Wielką Brytanię. Nieoczekiwana deklaracja Trumpa mogła wywołać co najwyżej nerwowy śmiech wśród zmartwionych Polaków.
Odpowiedź Donalda Trumpa była jak polityczny nokaut. Bez ogródek stwierdził, że realna pomoc lotnicza nadejdzie, ale jest jeden, za to gigantyczny warunek: koniec wojny.
Cóż, pomagamy wywiadowczo. Ale kiedy mówiłem o pomocy lotniczej, miałem na myśli bezpieczeństwo po zakończeniu wojny. Więc po zakończeniu wojny będziemy pomagać w zapewnieniu pokoju i myślę, że ostatecznie to się stanie.
prezydent.pl
Pomyłka czy celowa zagrywka?
I tu zaczyna się prawdziwa gra niedomówień. Bo choć pytanie dotyczyło Polski, odpowiedź Trumpa była tak nieprecyzyjna, że eksperci natychmiast zaczęli się spierać, czy przypadkiem nie pomylił adresatów. Ta dwuznaczność to klasyczna zagrywka w jego stylu – rzucić bombę i patrzeć, gdzie opadnie pył.
Analiza Marcina Wrony z "Faktów" TVN trafia w sedno. Jego stwierdzenie, że cała wypowiedź "pasuje bardziej do sytuacji Ukrainy, a nie Polski", obnaża absurd obietnicy Trumpa. Wrona przypomniał o faktach: w Polsce stacjonują amerykańscy żołnierze, mamy systemy Patrioty i bazę tarczy antyrakietowej w Redzikowie.
Mówienie o pomocy "po wojnie" w kontekście kraju, który jest tak głęboko zintegrowany z machiną wojskową USA, brzmi jak ponury żart. Znacznie bardziej pasuje to do planów powojennej odbudowy Ukrainy, o których pisał "Financial Times".
KPRP/Mikołaj Bujak
Polityczna bomba z opóźnionym zapłonem. Co słowa Trumpa oznaczają dla Polski?
Niezależnie od intencji, dla Polski, kraju graniczącego z wojną, słowa Trumpa to scenariusz z najgorszego koszmaru. To sygnał, że Artykuł 5. NATO w jego interpretacji może mieć dopisek drobnym druczkiem: "obowiązuje po ustaniu zagrożenia". To podważenie fundamentu, na którym opiera się całe nasze bezpieczeństwo od ponad dwóch dekad.
Nawet jeśli to była tylko nieścisłość językowa, to wlała w serca Polaków lodowatą niepewność. W sytuacji, gdy agresja Rosji na Ukrainę trwa w najlepsze, a Władimir Putin nie cofa się przed niczym, takie deklaracje działają jak zaproszenie do testowania granic sojuszu.
Słowa Trumpa o pomocy Polsce to jasny komunikat dla Kremla: gwarancje USA nie są już tak pewne, jak kiedyś. W godzinie próby telefon do Waszyngtonu może zostać przełączony na automatyczną sekretarkę.
Sposób, w jaki zareagował Donald Trump to, zdaniem niektórych ekspertów, dowód na to, że w jego wizji świata sojusze nie są świętością, a jedynie biznesem. A w biznesie, jak wiadomo, czasem trzeba ciąć koszty. Pytanie, czy Polska nie znajdzie się na tej liście, pozostaje niebezpiecznie otwarte.