Zacięta walka o to, kto rozdaje karty w polskiej dyplomacji, rozgrzewa polityczną scenę do czerwoności. Najnowszy sondaż brutalnie weryfikuje, komu Polacy ufają bardziej w sprawach międzynarodowych – prezydentowi Karolowi Nawrockiemu czy rządowi Donalda Tuska. Wyniki mogą zaskoczyć obie strony sporu.
Polacy zabrali głos. Sondaż nie pozostawia złudzeń
Agencja IBRiS na zlecenie Onetu zadała Polakom proste, ale kluczowe pytanie:
Czyje działania w sprawach międzynarodowych, Pana/Pani zdaniem, przynoszą Polsce więcej korzyści?
Wyniki najnowszego badania opinii publicznej pokazują, że w tej rywalizacji na prowadzenie, choć nieznacznie, wysuwa się głowa państwa. To działania prezydenta Karola Nawrockiego zostały wskazane jako korzystniejsze dla Polski przez 31,4 proc. ankietowanych. Tuż za nim uplasował się rząd Donalda Tuska, którego polityka zagraniczna zyskała uznanie 27,9 proc. badanych.
Ten sondaż IBRiS pokazuje jednak głębszy podział. Aż 16,1 proc. Polaków uważa, że obie strony w równym stopniu dbają o interesy Polski za granicą. Jednocześnie rośnie grupa rozczarowanych – 11,3 proc. respondentów stwierdziło, że dobrej roboty nie wykonuje "żaden z nich". Spora część, bo 13,2 proc., nie potrafiła zająć jednoznacznego stanowiska, wybierając odpowiedź "trudno powiedzieć". Badanie przeprowadzono w dniach 9-10 września 2025 r. metodą CATI na reprezentatywnej próbie 1067 dorosłych Polaków.
prezydent.pl
Wojna podjazdowa o wpływy. O co tak naprawdę walczą Tusk i Nawrocki?
Te liczby nie wzięły się z powietrza. To efekt otwartej wojny o to, kto jest prawdziwym sternikiem polskiej dyplomacji. Od początku kadencji Karola Nawrockiego trwa przeciąganie liny między Pałacem a rządem, a dyplomatyczne salony regularnie zamieniają się w pole bitwy. Symbolem stał się spór o Bogdana Klicha, którego prezydent nie chce widzieć w ambasadzie w Waszyngtonie, co doprowadziło do otwartej krytyki rządu podczas wizyty głowy państwa w USA. Napięcie było wyczuwalne także podczas wizyty głowy państwa w Finlandii. Sam prezydent nie ukrywa irytacji działaniami strony rządowej.
"Tego typu rzecz nie powinna się wydarzyć, uznaję to za nieprzezorne zachowanie polskiego polityka szkodzące Polsce, ale szczęśliwie w Polsce i USA jest rodzaj konsensusu, w którym to prezydent Polski reprezentuje Polskę w USA, a ja zrobię wszystko i robię wszystko, żeby zadbać o nasze dobre relacje."
Premier Donald Tusk nie pozostawał dłużny, wbijając prezydentowi szpilę w mediach społecznościowych
Nadawanie na Polski rząd w czasie zagranicznych wizyt jest niestosowne. I szkodzi Ojczyźnie. Prawda, panie prezydencie?
To już nie jest tylko spór o kompetencje, ale otwarta wojna o to, kto ma decydujący głos w polskiej dyplomacji. Coraz częściej mówi się, że to osobista rywalizacja między prezydentem a szefem MSZ, Radosławem Sikorskim, który nie ukrywa swoich ambicji. W kuluarach huczy od plotek, że to właśnie on może rzucić wyzwanie Nawrockiemu w następnych wyborach prezydenckich.
gov.pl
Dwie wizje Polski, dwa różne elektoraty
Z jednej strony mamy wizję prezydenta Nawrockiego – Polska jako dumny, suwerenny gracz, który nie musi o nic prosić w Brukseli, bo najważniejsze telefony wykonuje do Waszyngtonu. To narracja o twardej grze i obronie narodowych interesów bez oglądania się na unijne salony, która trafia do wyborców zmęczonych dyplomatycznym "płynięciem w głównym nurcie".
Po drugiej stronie barykady stoi rząd Donalda Tuska, dla którego kluczem do sukcesu jest powrót Polski do "głównego stołu" w Europie. To polityka odkręcania sporów, dyplomatycznych uśmiechów i nadrabiania zaległości w Brukseli. Ta wizja przemawia do tych, którzy uważają, że siłę Polski buduje się w sojuszu z europejskimi partnerami, a nie w kontrze do nich.
To dopiero początek bitwy o polską rację stanu
Najnowszy sondaż IBRIS Onet to ważny sygnał dla obu ośrodków władzy, ale to zaledwie jedna bitwa w długiej wojnie o kierunek, w jakim zmierza polityka zagraniczna Polski. W obliczu niestabilnej sytuacji na świecie, rywalizacja o to, kto lepiej dba o polskie sprawy na świecie, będzie się tylko zaostrzać. Jedno jest pewne – w tej politycznej grze ostatecznym sędzią pozostają wyborcy, a do kolejnego werdyktu, tym razem przy urnach, zostało jeszcze trochę czasu. A do tego czasu czeka nas jeszcze wiele zwrotów akcji.