Z Sopotu skradziono Lexusa rodziny Donalda Tuska. Auta nie ma w oświadczeniu majątkowym premiera

Z Sopotu skradziono Lexusa rodziny Donalda Tuska. Auta nie ma w oświadczeniu majątkowym premiera

Z Sopotu skradziono Lexusa rodziny Donalda Tuska. Auta nie ma w oświadczeniu majątkowym premiera

AKPA

To miała być rutynowa kradzież luksusowego auta, a może przerodzić się w gigantyczny skandal z premierem w roli głównej. W nocy, gdy nad Polską latały rosyjskie drony, złodzieje ukradli rodzinie Donalda Tuska wartego fortunę Lexusa. Prawdziwa bomba wybuchła jednak, gdy okazało się, że tego samochodu… nie ma w oświadczeniu majątkowym szefa rządu. Czy premier ma coś do ukrycia? Sprawa jest na ustach całej Polski.

Reklama

Zuchwała kradzież pod domem premiera. Złodzieje upatrzyli sobie luksusowego Lexusa

To była wyjątkowo gorąca noc dla polskich służb. W czasie, gdy wojsko ścigało rosyjskie drony nad Polską, złodzieje w Sopocie mieli znacznie łatwiejszy cel. W nocy z 9 na 10 września, tuż pod prywatnym domem premiera Donalda Tuska, skradziono luksusowego Lexusa należącego do jego rodziny. Zuchwałość sprawców jest szokująca, zwłaszcza że dom premiera jest pod stałą ochroną Służby Ochrony Państwa (SOP).

Sprawa natychmiast nabrała najwyższego priorytetu. Zgłoszenie o kradzieży trafiło do policji w Gdańsku, a do akcji błyskawicznie włączono nie tylko lokalnych funkcjonariuszy, ale również służby specjalne. Rzeczniczka Komendy Głównej Policji Katarzyna Nowak podkreśliła rangę sprawy.

Reklama

Kwestie bezpieczeństwa osób objętych ochroną — także zdarzenia dotyczące ich mienia — pozostają w kompetencjach Służby Ochrony Państwa.

Funkcjonariusze zabezpieczają monitoring i analizują nagrania, by schwytać sprawców, a postępowanie prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku w ścisłej współpracy z SOP.

zbliżenie na twarz donalda tuska instagram.com/donaldtusk

Reklama

Podwójny kryzys premiera. W nocy walczył z dronami, rano dowiedział się o kradzieży

Podczas gdy złodzieje działali w Sopocie, premier zajęty był kryzysem na skalę międzynarodową. Incydent z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony postawił na nogi całe dowództwo armii. Sam premier publicznie informował o podjętych działaniach.

Reklama

Otrzymałem meldunek od Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych o zestrzeleniu dronów, które wtargnęły w naszą przestrzeń powietrzną i mogły stanowić zagrożenie. Operacja trwa. Poinformowałem Sekretarza Generalnego NATO o aktualnej sytuacji i działaniach, jakie podjęliśmy wobec obiektów, które naruszyły naszą przestrzeń powietrzną. Jesteśmy w stałym kontakcie.

Nikt nie przypuszczał, że niemal w tym samym czasie, pod jego chronionym przez SOP domem, dochodzi do zuchwałej kradzieży. Informacja o stracie rodzinnego auta musiała być dla niego szokiem, ale prawdziwe kłopoty miały dopiero nadejść.

Reklama

Tusk nie wpisał Lexusa do oświadczenia majątkowego

Gdy pierwsze emocje po brawurowej kradzieży opadły, dziennikarze odpalili prawdziwą bombę. Okazało się, że skradziony Lexus Tusków to prawdziwy samochód-widmo. Próżno go bowiem szukać w ostatnim oświadczeniu majątkowym premiera Donalda Tuska.

Reklama

Pytanie ciśnie się na usta: jak to możliwe, że premier jeździ luksusowym autem, którego oficjalnie nie ma? Sprawa jest o tyle poważna, że oświadczenie majątkowe to fundament transparentności życia publicznego. Każdy polityk ma obowiązek szczegółowo informować obywateli o swoim stanie posiadania, a brak tak cennego składnika majątku w dokumentach premiera natychmiast zrodził lawinę pytań i spekulacji.

Tusk się tłumaczy? Samochód należy do żony, ale czy to zamyka sprawę?

Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że formalną właścicielką auta jest żona premiera, Małgorzata Tusk. Tę wersję potwierdza dziennikarz śledczy Marcin Dobski, powołując się na źródła w policji.

To auto żony premiera Donalda Tuska. Obok w aucie spali funkcjonariusze SOP - twierdzą moi informatorzy z policji.

Jeśli Lexus stanowił jej majątek odrębny, premier, zgodnie z prawem, nie musiał wpisywać go do swojego oświadczenia. Problem w tym, że dla opinii publicznej takie prawne niuanse mogą nie mieć żadnego znaczenia.

Nawet jeśli prawnicy premiera znajdą na wszystko paragraf, niesmak pozostaje. Czy dla pełnej transparentności szef rządu nie powinien informować, że na co dzień jego rodzina korzysta z auta wartego setki tysięcy złotych? Złodzieje, kradnąc Lexusa, nieświadomie odpalili wizerunkową bombę, która może Tuskowi poważnie zaszkodzić.

Źródło: instagram.com/michalmarszal
Reklama
Reklama