Polityczna burza po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w USA. Gdy rząd Donalda Tuska domagał się pilnej notatki ze spotkania z Donaldem Trumpem, prezydent z drwiną odesłał ministrów do... Telewizji Republika. To tylko zaogniło spór o to, kto tak naprawdę prowadzi polską politykę zagraniczną.
Rząd Donalda Tuska w nerwowym oczekiwaniu. Po kluczowym spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem w Białym Domu, ministrowie domagali się jednego — pilnej informacji o przebiegu rozmów. Odpowiedź, którą uzyskali, była jednak nie tylko zaskakująca, ale przez wielu została odebrana jako otwarty policzek wymierzony w rząd. Prezydent, zapytany o szczegóły, rzucił cytatem, który stał się iskrą zapalną całego sporu.
Właśnie powiedziałem w Telewizji Republika, jak wyglądała ta rozmowa, więc wystarczy włączyć tę telewizję i się przekonać.
Te słowa rozpętały prawdziwą awanturę, która na kilkadziesiąt godzin rozgrzała polską politykę do czerwoności.

"Awantura o notatkę". Rząd czekał, Pałac zwlekał
W tej wojnie nerwów nie chodziło o medialne sympatie, a o fundamenty dyplomacji. Strona rządowa, z wiceministrem spraw zagranicznych Marcinem Bosackim na czele, biła na alarm, że kluczowa notatka dyplomatyczna z wizyty w USA nie dotarła na czas. Wiceszefowa MSZ potwierdzała wprost: "taka notatka ze strony kancelarii prezydenta nie wpłynęła".
Sprawa była niezwykle pilna. Donald Tusk potrzebował szczegółowych informacji przed swoim wylotem na czwartkowe spotkanie z europejskimi przywódcami w Paryżu. Bez wiedzy o ustaleniach na linii Nawrocki-Trump, polski premier miał związane ręce. Marcin Bosacki nie owijał w bawełnę:
Z całą pewnością byłoby dobrze, gdyby ta notatka z dokładnym opisem rozmowy pana prezydenta Nawrockiego z prezydentem Trumpem w Białym Domu już przed tymi rozmowami w Paryżu do premiera Tuska trafiła
Jak podkreślali dyplomaci, przekazywanie takich informacji błyskawicznie to "absolutnie podstawowa reguła". Czekanie "36 czy 48 godzin później" to w świecie międzynarodowej polityki cała wieczność, która stawiała rząd w informacyjnej próżni.

Nawrocki kontratakuje: "Mam nadzieję, że minister Sikorski dorośnie"
Prezydent Karol Nawrocki nie zamierzał jednak odgrywać roli winowajcy i szybko przeszedł do ostrego kontrataku. Jego celem stał się szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski. Słynne już odesłanie do Telewizji Republika było tylko jednym z ciosów w tej otwartej wojnie na słowa. Prezydent kpił z sugestii, że powinien konsultować swoje działania z rządem.
Ale to co prezydent Polski ma w takiej sytuacji zrobić, nie wiem, czekać na pozwolenie ministra Sikorskiego? No to jest niepoważne
Głowa państwa wprost zarzuciła ministrowi, że próbuje przekraczać swoje kompetencje.
No niech pan minister nie rości sobie zbyt wiele do prezydenta Polski, bo przestaje to wyglądać poważnie
— grzmiał Karol Nawrocki, po czym zakończył tyradę protekcjonalną puentą, która musiała zaboleć w resorcie spraw zagranicznych.
Cała ta sytuacja jest niepoważna i mam nadzieję, że pan minister Sikorski dorośnie do rodzaju współpracy, którą mu właśnie proponuję.
Przepychanki jak w piaskownicy. Kancelaria Prezydenta: "Nadal czekamy"
Gdy temperatura sporu sięgnęła zenitu, do gry wkroczył minister z Kancelarii Prezydenta (KPRP), Marcin Przydacz. W opublikowanym około północy wpisie na platformie X poinformował, że "stosowna notatka... trafiła do strony rządowej". Nie byłby to jednak koniec sporu, gdyby nie mała uszczypliwość pod adresem premiera. Marcin Przydacz natychmiast wbił szpilę rządowi.
Kancelaria Prezydenta nadal czeka na notatkę z rozmów (nie konferencji prasowej) premiera z kanc. (Niemiec Friedrichem) Merzem, prez. (Francji Emmanuelem) Macronem i prez. (Mołdawii Maią) Sandu w Kiszyniowie z dnia 27 sierpnia br.
Ta małostkowa przepychanka pokazała, że w relacjach na linii rząd-prezydent emocje biorą górę nad profesjonalizmem. Całą sytuację najlepiej podsumował wiceminister Marcin Bosacki, który ze zmęczeniem w głosie skwitował:
Cieszymy się, że ta notatka powstała i trafiła do naszego rządu. Trochę żałujemy, że tak późno.