Lokalną polityką w Proszowicach wstrząsnęła informacja o aresztowaniu radnej Prawa i Sprawiedliwości. Prokuratura stawia jej zarzuty, od których włos jeży się na głowie. Chodzi o wieloletnią przemoc domową, której kulminacją miała być awantura z nożem w ręku. Partia nabiera wody w usta, a sprawa ma drugie dno.
Radna PiS aresztowana. W domu miał rozegrać się dramat
Lidia B., samorządowiec z Proszowic (woj. małopolskie), która mandat zdobyła startując z list Prawa i Sprawiedliwości, najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Nie chodzi jednak o aferę polityczną, a o zarzuty, od których włos jeży się na głowie. Prokuratura twierdzi, że za zamkniętymi drzwiami jej domu przez lata rozgrywał się dramat.
Według śledczych, prawdziwy dramat rozegrał się podczas jednej z domowych kłótni. W jej trakcie Lidia B. miała grozić mężowi śm1ercią, a następnie chwycić za nóż i ugodzić go w udo. Mężczyzna doznał lekkich obrażeń, ale to właśnie ten incydent skłonił go do zawiadomienia policji i przerwania milczenia.
Okazuje się, że incydent z nożem mógł być jedynie krwawym finałem wieloletniego koszmaru. Prokuratura Okręgowa w Krakowie stawia zarzuty dotyczące nie jednego zdarzenia, a pięciu lat psychicznej i fizycznej przemocy. Prokurator Mariusz Boroń poinformował, że z ustaleń śledczych wynika, iż radna miała znęcać się nad mężem psychicznie i fizycznie od co najmniej pięciu lat:
przemoc w związku miała trwać od pięciu lat. Z ustaleń śledczych wynika, że radna regularnie wszczynała awantury, wyzywała, popychała i szarpała męża
Co najbardziej szokujące, przez te wszystkie lata nikt miał nie reagować. Do prokuratury nie docierały żadne sygnały o przemocy w rodzinie radnej. Dopiero rana kłuta na ciele męża sprawiła, że służby uruchomiły procedurę i założyły Niebieską Kartę.
Partia nabiera wody w usta. "To sprawa małżeńska"
Podczas gdy prokuratura stawia zarzuty zagrożone karą do 5 lat więzienia, lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości nabrali wody w usta. Partia natychmiast zaczęła dystansować się od radnej, stosując przy tym sprawdzony manewr: podkreślanie, że Lidia B. formalnie nie jest członkiem ugrupowania, a jedynie kandydowała z jego list.
Szef struktur PiS w Proszowicach, Stanisław Mierzwa, w rozmowie z Radiem Kraków sprowadził całą sprawę do kategorii problemów, którymi partia nie zamierza się zajmować:
To jest sprawa małżeńska, rodzinna. My się w takie rzeczy nie wtrącamy. Na razie nie przewidujemy żadnych konsekwencji, zobaczymy jak sprawa się skończy. Nie ma żadnego wyroku
W podobnym tonie wypowiada się wicemarszałek województwa z PiS, Ryszard Pagacz. Choć wyraził współczucie rodzinie i zaznaczył, że nie popiera przemocy, to jednocześnie stwierdził, że nie ma formalnych podstaw do jej zawieszenia, dopóki zarzuty nie zostaną potwierdzone.
Co grozi radnej? Mąż zmienił zdanie, ale to nie koniec
Za zarzucane czyny Lidii B. grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Kobieta nie przyznaje się do winy, choć potwierdza, że doszło do awantury.
W sprawie nastąpił jednak zaskakujący zwrot akcji. Kluczowa postać, mąż radnej, który jest w sprawie ofiarą, podczas kolejnego przesłuchania odmówił składania zeznań. Taki ruch często kończy podobne postępowania, ale nie tym razem.
To jednak nie zamyka sprawy. Prawo w takich przypadkach jest jednoznaczne: przestępstwo znęcania się jest ścigane z urzędu. Oznacza to, że prokurator nie potrzebuje zgody ani zeznań ofiary, by kontynuować śledztwo i postawić sprawcę przed sądem. Sąd, decydując o areszcie, uznał, że istnieje realne ryzyko matactwa i wpływania na świadków.
Mimo że radna PiS przebywa w areszcie z zarzutami, które mrożą krew w żyłach, formalnie wciąż pełni funkcję przewodniczącej jednej z komisji rady gminy i zasiada w radzie sołeckiej. Sprawa jest w toku.