W Dzień Niepodległości Ukrainy, w samym centrum Kijowa, odbył się wiec rodzin zaginionych żołnierzy. To głośne protesty rodzin ukraińskich żołnierzy, które mówią o milczeniu władz, nadużyciach w ukraińskiej armii i o tym, że wielu ich bliskich to wciąż zaginieni żołnierze. Padają oskarżenia o misje w "jedną stronę", brak rotacji i płatną ewakuację rannych, a także o brak kontaktu z żołnierzami. To rozpacz rodzin ukraińskich żołnierzy, które domagają się prawdy, rozmowy i szacunku.
"Nikt nas nie słyszy". Wiec rodzin zaginionych żołnierzy w Kijowie
Plac w centrum Kijowa w Dzień Niepodległości wypełniły kobiety niosące flagi i zdjęcia mężów, synów i braci. Na transparentach i fotografiach widnieją numery brygad i daty zniknięć – wiec rodzin zaginionych żołnierzy Kijów. To protesty matek żołnierzy i rodziny wojskowych zaginionych bez wieści, które chcą, by ktoś wreszcie usiadł z nimi do stołu.
W ich relacjach wraca poczucie izolacji – kilka ulic dalej trwają oficjalne uroczystości, a tu słychać tylko żądania: szukajcie, informujcie, chrońcie. Dla nich to nie polityka, tylko codzienność, w której bliscy są zaginieni bez wieści.

Bilet w jedną stronę i tortury w jamach. Oskarżenia: brak rotacji, płatna ewakuacja
Rodziny mówią o wysyłaniu ludzi do już okupowanych miejscowości bez osłony i wsparcia – misjach w "jedną stronę".
41. brygada. Chłopców wysłano do wsi Szewczenko, która była już okupowana. Dowództwo wiedziało, dokąd ich posyła. Szli w jedną stronę i żegnali się z rodzinami. Grupy kierowano bez osłony, bez sprzętu, tylko z karabinami. Nie zabezpieczano przestrzeni powietrznej, nawet z uwzględnieniem dronów. Do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało - mówi kobieta.
Według rodzin w 60. brygadzie żołnierze tkwią na "zerówce" (pozycja na linii styku z wrogiem) przez ponad 100 dni bez rotacji. Bez odpoczynku i wymiany – to prosta droga do tragedii - mówią.
Bliscy żołnierzy z 5. brygady zarzucają dowództwu wysyłanie ludzi na zadania bojowe "w jedną stronę". Ewakuacja rannych nie jest prowadzona nawet wtedy, gdy jest to możliwe.
W 59. brygadzie, według rodzin, ranni mają płacić 300 dolarów za ewakuację. To dla bliskich brzmi jak niewyobrażalne wymuszenia w sercu wojny.
Rodziny mówią o torturach w jamach i biciu żołnierzy w 57. brygadzie. Jednocześnie dowództwo 57. brygady zaprzecza tym doniesieniom i wskazuje, że żołnierz Rusłan, który o nich mówił, był wcześniej karany i nie wykonywał zadań bojowych.
W brygadach 95., 117., 118. oraz 54., 32., 110., 141. – jak relacjonują rodziny – dochodzi do "masowych zaginięć". Nazwiska giną w statystykach, a rodziny zostają z ciszą.
W 225. i 425. brygadzie żołnierze mogą dzwonić do bliskich tylko raz w tygodniu i bywają wysyłani na front bez przygotowania. To – mówią bliscy – bezpiecznik, który nie działa.
Mąż powiedział: "To bilet w jedną stronę". Inna czeka na Wiktora
W tłumie stoi Inna z flagą, na której widnieje twarz jej męża. Wiktor Ostapczuk, żołnierz 114. brygady obrony terytorialnej, zaginął 3 maja 2024 roku. Jego historia stała się symbolem tego, czym są dziś zaginieni żołnierze i jak wygląda mobilizacja, gdy liczy się każda para rąk.
Mimo przyznanej drugiej grupy inwalidzkiej z powodu krótszej nogi, Wiktor został zmobilizowany i wysłany do Doniecka. Inna pamięta jedno zdanie, które nie daje jej spać.
Sam mi wtedy powiedział: to bilet w jedną stronę.
Od dnia zaginięcia Inna walczy o informacje i każdy telefon. Po drugiej stronie najczęściej jest cisza i urzędowe formułki – to dla niej codzienny, bolesny brak kontaktu z żołnierzami. Ile jeszcze nocy trzeba przeżyć z telefonem w dłoni?
Nie chcemy bohaterów na papierze. Chcemy żywych mężów i ojców
Natalia mówi w imieniu wszystkich, którzy stoją pod flagami i zdjęciami. To apel do władz o wysłuchanie, rozmowę i działania – nie o deklaracje.
Jestem tutaj jako głos wszystkich rodzin, które przeżywają to samo. Bo wszyscy mamy jedno marzenie – by nasi bliscy wrócili, by wreszcie poznali prawdę i nie żyli w niepewności. Marzymy o tym, aby bliscy wrócili do domu, aby matka nie czekała na telefon, który nie nadchodzi, aby żona nie żyła w niewiedzy, aby dzieci nie dorastały bez ojca. Ale zamiast spokoju i odpowiedzi, codziennie spotykamy się z milczeniem i obojętnością. Dlatego jesteśmy tutaj na pokojowej akcji, aby domagać się prawdy i sprawiedliwości.
Rodziny nie proszą o pomniki. Domagają się systemowej odpowiedzi na nadużycia, przejrzystości, szybkich identyfikacji i pełnej informacji – od Kijowa po najdalsze pozycje. Chcą wracających mężów, ojców i synów, a nie kolejnych nekrologów i czarnych wstążek. Prawda i sprawiedliwość to też broń. Bez nich zwycięstwa nie będzie.