Rachunki za prąd w górę. Pierwsze weto Nawrockiego

Rachunki za prąd w górę. Pierwsze weto Nawrockiego

Rachunki za prąd w górę. Pierwsze weto Nawrockiego

AKPA

Polityczna decyzja prezydenta Karola Nawrockiego właśnie trafiła prosto w portfele milionów Polaków. Jego pierwsze, głośne weto zatrzymało nie tylko ustawę wiatrakową, ale przede wszystkim zamrożenie cen prądu. Rząd krzyczy o "skandalu" i "koszmarnej niekompetencji", a opozycja grzmi o "ciosie w kieszenie Polaków". Jedno jest pewne: od października za prąd zapłacimy wszyscy. I to słono.

Reklama

Weto Nawrockiego, czyli droższy prąd w twoim domu

Wystarczyła jedna konferencja prasowa, by Karol Nawrocki wywołał polityczne trzęsienie ziemi i finansowy ból głowy u milionów Polaków. Prezydent podpisał 21 ustaw, ale tę jedną, kluczową dla naszych portfeli – tzw. ustawę wiatrakową – odesłał z kwitkiem. To jego pierwsze weto w tej kadencji i od razu uderzające w najczulszy punkt: rachunki za prąd.

Rząd postanowił zagrać va banque i w ustawie liberalizującej budowę farm wiatrowych (mniejsza odległość od domów, z 700 do 500 metrów) ukrył prawdziwy skarb: zapis o przedłużeniu mrożenia cen energii do końca 2025 roku. To była polityczna pułapka. Albo prezydent zgodzi się na wiatraki, albo weźmie na siebie odpowiedzialność za podwyżki.

Reklama

Prezydent wybrał to drugie. Skutek jest prosty: tarcza chroniąca nas przed wysokimi cenami energii wygasa 30 września. Od 1 października ceny prądu wracają do stawek rynkowych, a to oznacza bolesne podwyżki.

"To był szantaż". Prezydent broni się i składa własną ustawę

Karol Nawrocki nie miał zamiaru dać się wmanewrować w rządową grę. Decyzję o wecie tłumaczył wprost – to była odpowiedź na polityczny szantaż.

Reklama

Ustawa wiatrakowa, bo tak w istocie powinniśmy ją nazywać, jest rodzajem szantażu większości parlamentarnej i rządu. (...) Ta ustawa dotyczy wiatraków, a nie obniżenia cen energii elektrycznej.

Prezydent argumentował, że staje w obronie Polaków, którzy nie chcą mieć gigantycznych turbin 500 metrów od swoich domów. Jego zdaniem prawdziwą receptą na tańszy prąd jest rezygnacja z unijnego Zielonego Ładu, a nie OZE. Aby udowodnić, że nie jest przeciwko niższym rachunkom, natychmiast ruszył z kontrofensywą: złożył w Sejmie własny projekt ustawy, zawierający – jak sam to określił – "literalnie wyjęte" przepisy o zamrożeniu cen prądu, ale już bez kontrowersyjnych zapisów o wiatrakach.

Reklama

Karol Nawrocki w białej koszuli facebook.com/Nawrocki25

Reklama

Tusk odpala, rząd grzmi o "zdradzie". "Zapłacą wszyscy"

Reakcja rządu była natychmiastowa i brutalna. Premier Donald Tusk nie zostawił na prezydencie suchej nitki, odpalając polityczne dzi@ła:

Reklama

Zła wola albo koszmarna niekompetencja prezydenta Nawrockiego. Niewykluczone, że jedno i drugie. Jego weto oznacza droższy prąd dla wszystkich Polaków - dziś i w przyszłości.

Wtórowali mu ministrowie. Szef resortu energii Miłosz Motyka nazwał weto "uderzeniem w polskie rodziny, przemysł, bezpieczeństwo energetyczne i całą gospodarkę". Wicepremier Krzysztof Gawkowski mówił o "skandalicznej decyzji i olbrzymim ciosie w kieszenie Polaków", a ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska o "czystej hipokryzji". Politycy koalicji nie przebierali w słowach.

Karol Nawrocki przeciwko zamrożeniu cen energii dla gospodarstw domowych. W kampanii wyborczej ceny chciał obniżać, teraz w praktyce jego decyzja ceny podwyższa. Prezydent oszust!

- grzmiał Tomasz Trela.

Nawrocki miał w jeden dzień obniżyć ceny prądu o 33 proc., a pierwszą zawetowaną ustawą zablokował to, co sam obiecał

– ironizował Łukasz Kohut.

Nie interesują go niższe rachunki i energia pozyskiwana dzięki wiatrakom. Bez zaskoczeń

– dodała Dorota Łoboda.

Inforgrafika Magdy Biejat o wecie Karola Nawrockigo wobec ustawy wiarakowej facebook.com/magdalenabiejat

"Brawo" kontra "Betonowanie cen". Internet wie swoje

Decyzja prezydenta rozgrzała internet do czerwoności, dzieląc komentatorów na dwa zwalczające się obozy. Zwolennicy prezydenta chwalili go za odwagę i przeciwstawienie się "lobbystom wiatrakowym".

Głowa państwa "broni polskie rodziny przed wiatrakami 500 metrów od ich okien

- pisał Paweł Szefernaker.

Przywróćmy zdrowy rozsądek w energetyce - czas na powrót do taniej energii z polskiego węgla. Brawo!

– wtórował mu Janusz Kowalski.

Druga strona nie kryła oburzenia. "Mówienie, że Polki i Polacy nie chcą taniej energii z OZE to wciskanie kitu. Wygrała antywiatrakowa ideologia, a nie fakty i zdrowy rozsądek" – pisała Magdalena Biejat.

Dziennikarz Jacek Nizinkiewicz przypomniał obietnicę wyborczą Nawrockiego o obniżeniu cen energii o 33 proc. Najcelniej całą sytuację spuentował chyba Paweł Figurski z Wirtualnej Polski:

Ja tylko przypomnę, że Karol Nawrocki nie obiecywał taniego prądu z wiatraków, tylko tani prąd z węgla. Fedrować, fedrować, fedrować. Powodzenia.

zbliżenie na twarz donald-tusk facebook.com/donaldtusk

Koniec taniego prądu. Policzyliśmy, o ile wzrosną twoje rachunki od października

Polityczne przepychanki mają jednak bardzo realny, finansowy wymiar. Do końca września za jedną kilowatogodzinę (kWh) płacimy zamrożoną stawkę około 0,62 zł brutto. Od października, bez tarczy, cena podskoczy do około 0,78 zł. To niby tylko 16 groszy różnicy, ale w skali roku robi się z tego konkretna kwota.

Dla przeciętnej rodziny zużywającej 250 kWh miesięcznie, podwyżka przełoży się na wzrost opłat o około 33 zł każdego miesiąca. To oznacza, że twój rachunek spuchnie o około 13-15%, a z portfela zniknie blisko 400 zł rocznie – tyle kosztuje decyzja prezydenta. A to wszystko przy założeniu, że inne opłaty, jak choćby dystrybucyjne, nie wzrosną.

Co dalej? Polityczny wyścig z czasem i perspektywa podwyżek

Teraz zaczyna się wyścig z czasem. Rząd może próbować odrzucić weto, ale potrzebuje do tego większości 3/5 głosów, której prawdopodobnie nie ma. Prezydent rzuca na stół własną ustawę, ale jej los zależy od woli polityków na Wiejskiej, a ci nie pałają do siebie sympatią.

Do końca września zostało niewiele czasu, a zegar tyka nieubłaganie. Politycy wrócą z wakacji dopiero we wrześniu, a procedura legislacyjna trwa. Jedno jest pewne: w tej politycznej wojnie na górze rachunek na końcu zapłacimy my wszyscy.

Władysław Tygrysek Kosiniak-Kamysz pokazał żonę Tygryska. To piękna i stylowa dama
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama