Koniec. Duda wylatuje z UJ. Jego własny promotor: "Wstydzę się za niego"

Koniec. Duda wylatuje z UJ. Jego własny promotor: "Wstydzę się za niego"

Koniec. Duda wylatuje z UJ. Jego własny promotor: "Wstydzę się za niego"

Wiki Commons; instagram.com

Wraz z końcem prezydentury dla Andrzeja Dudy kończy się coś jeszcze – jego prawie 30-letnia historia na Uniwersytecie Jagiellońskim. To jednak nie było przyjazne pożegnanie po latach. Drzwi na Alma Mater zamknęły się za nim z hukiem. Jeszcze niedawno przyjmował światowych przywódców, a dziś jego macierzysta uczelnia daje mu do zrozumienia, że nie ma dla niego nawet skromnego etatu adiunkta. To polityczny i osobisty policzek, jakiego nie wymierzono żadnemu polskiemu prezydentowi po zakończeniu kadencji.

Reklama

Koniec współpracy po 28 latach. Jest oficjalna decyzja uczelni

To już oficjalne. Jak poinformował rzecznik prasowy uczelni Marcin Kubat, umowa o pracę między Andrzejem Dudą a Uniwersytetem Jagiellońskim została rozwiązana za porozumieniem stron. Choć były prezydent na brak pieniędzy narzekać nie może – na odchodne otrzyma trzymiesięczną odprawę w wysokości ok. 80 tys. zł, a jego konto co miesiąc zasilać będzie prezydencka emerytura w kwocie 18 tys. zł – to symboliczny koniec drogi, która dla Dudy rozpoczęła się w murach krakowskiej uczelni w 1997 roku.

Przypomnijmy, Andrzej Duda uzyskał tytuł magistra w 1996 roku, a w 2005 obronił pracę doktorską pt. "Interes prawny w polskim prawie administracyjnym", zostając adiunktem. Jednak po wygranych wyborach prezydenckich w 2015 roku jego kariera akademicka została zamrożona. 6 sierpnia zakończył się jego 10-letni bezpłatny urlop, a urząd głowy państwa objął nowy prezydent, Karol Nawrocki. Dla Dudy to koniec pewnej epoki.

Reklama

Agata Duda, chabrowa sukienka instagram.com/prezydent_pl

"Nie wyobrażam sobie jego powrotu". Środowisko akademickie nie chciało Dudy

Choć oficjalny komunikat mówi o "porozumieniu stron", kulisy tej decyzji malują obraz głębokiego konfliktu. Środowisko akademickie UJ nie ukrywało swojej niechęci do powrotu byłego prezydenta.

Reklama

Nie sądzę, żeby taki powrót spotkał się z dobrym przyjęciem ze strony współpracowników i samych studentów

– mówił w rozmowie z Radiem Zet jeden z pracowników uczelni.

Reklama

Powód? Nie chodziło nawet o to, że były prezydent miałby wrócić na podrzędne w akademickiej hierarchii stanowisko. Koledzy z uczelni nie mogli mu wybaczyć jednego: lat, które spędził, ich zdaniem, "depcząc konstytucję".

Reklama

UJ wybierają jednak dość światłe i otwarte osoby. Po tym wszystkim, co robił, po prostu nie wyobrażam sobie jego powrotu na uczelnię

– dodawał inny rozmówca. Dla wielu akademików, dla których praworządność jest fundamentem, powrót Dudy byłby policzkiem.

Reklama

Andrzej Duda w czarnym ubraniu w czasie rozgrzewki w lesie instagram.com/andrzejduda

"Wstydzę się za niego". Nawet jego promotor nie zostawił na nim suchej nitki

Najbardziej bolesny cios nadszedł jednak ze strony osoby, która przed laty wprowadzała go w świat nauki. Prof. Jan Zimmermann, promotor pracy doktorskiej Andrzeja Dudy, w rozmowie z Wyborczą nie gryzł się w język. Jego słowa to druzgocąca recenzja całej prezydentury i osobisty zawód mentora.

Wstydzę się za Andrzeja Dudę. Wstydzę od początku jego prezydentury (...) Przez te lata konstytucję, delikatnie mówiąc, nieustannie lekceważył (...) Zabrnął tak, że nie widzę dla niego przyszłości w Polsce ani w świecie. Przecież na UJ nie wróci, w świecie nie ma czego szukać.

Takie słowa od własnego mistrza to ostateczny dowód na to, jak bardzo były prezydent naraził się społeczności, z której się wywodził. To już nie jest polityka, to osobisty dramat człowieka, który został odrzucony przez swoje środowisko. To upokorzenie, od którego trudno będzie się odbić.

Duda poczuł się dotknięty? Sam rzucił papierami

Pojawia się jednak druga narracja, którą opisała Gazeta Wyborcza. Według jej doniesień to sam Andrzej Duda miał złożyć rezygnację z pracy na uczelni. Powodem miała być fala krytyki ze strony kolegów z wydziału, która spłynęła na niego po podpisaniu kontrowersyjnej ustawy "lex Tusk". Urażony prezydent miał sam zdecydować, że nie chce wracać w miejsce, gdzie jest persona non grata.

Z jednej strony mamy więc obraz prezydenta wyrzuconego przez własną Alma Mater. Z drugiej – urażonego polityka, który sam rzuca papierami, by uniknąć konfrontacji z krytykami. Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku, ale jedno pozostaje niezmienne: dla Andrzeja Dudy to gorzki i upokarzający koniec historii, która zaczęła się w tych murach z wielkimi nadziejami.

Źródło: instagram.com/sekcjagimnastyczna
Reklama
Reklama