Grzegorz Płaczek z Konfederacji zasłynął w Sejmie z ostrej krytyki ojców, którzy uchylają się od płacenia alimentów, nazywając ich "id10tami". Jak się jednak okazuje, prywatna rzeczywistość posła wygląda zupełnie inaczej. Jego własne dzieci właśnie złożyły przeciwko niemu pozew, domagając się wyższych alimentów i ujawniając, jak naprawdę wygląda jego ojcostwo.
Z mównicy pouczał innych ojców
W listopadzie 2024 roku poseł Konfederacji, Grzegorz Płaczek, wszedł na sejmową mównicę, by pouczać Polaków w kwestii odpowiedzialności rodzicielskiej. Polityk kreował się na wzór cnót, grzmiąc, że "ojcem się jest, a nie bywa". Jego wystąpienie miało zbudować wizerunek człowieka, dla którego dobro dzieci jest wartością nadrzędną.
Najmocniej uderzył jednak w ojców unikających płacenia na swoje dzieci. Słowa, które wtedy padły, dziś brzmią dziś jak ponury żart.
Jeżeli nie płacisz alimentów i krzywdzisz świadomie swoje własne dziecko, to jesteś zwyczajnie idiotą.
Te ostre słowa miały zbudować wizerunek polityka, dla którego dobro dziecka jest wartością nadrzędną. Jednak prawda, którą ujawniła jego rodzina, rzuca na te deklaracje zupełnie nowe światło.

Dzieci pozywają ojca. "Nawet nie wysłał nam życzeń na osiemnastkę"
Gdy Grzegorz Płaczek bawił się w sejmowego moralistę, jego własne dzieci szykowały się do batalii sądowej. Według tok.fm bliźnięta, Natalia i Mateusz, w maju 2024 roku skończyły 18 lat, ale zamiast tortu i prezentów od ojca, dostały od niego jedynie ciszę. Jak twierdzi ich matka, poseł "nawet nie wysłał im życzeń urodzinowych".
Historia zerwania kontaktu jest porażająca i pokazuje, jak niewiele trzeba było, by poseł zniknął z życia własnej córki. Natalia, wspomina ostatnie spotkanie z ojcem, gdy miała 9 lat.
Bawiłam się na imprezie mikołajkowej w hali Wisły. Tata przyjechał po mnie, ale ja nie chciałam z nim wyjść, bo wolałam zostać z koleżankami. Wtedy powiedział: "Albo teraz ze mną pójdziesz, albo już nigdy mnie nie zobaczysz". I wyszedł.
Od tamtej pory kontaktu nie ma. Dzieci nie zabiegają o relacje z ojcem. Syn Mateusz, który zerwał kontakt z ojcem w wieku 11 lat, przyznaje wprost, że "nie zależy mu na spotkaniach z ojcem".

1250 zł na dziecko od 12 lat. Poseł zarabia krocie, a alimentów nie podwyższył
Spór w sądzie toczy się o pieniądze. Konkretnie o alimenty w kwocie 1250 zł na dziecko, która nie drgnęła od 2013 roku. W tym czasie inflacja szalała, a zarobki posła Płaczka, dzięki diecie parlamentarnej, wzrosły do ok. 16,4 tys. zł brutto. Mimo to polityk uznał, że podwyżka się nie należy i odrzucił próbę mediacji.
W odpowiedzi na pozew o alimenty, poseł nie tylko zażądał jego oddalenia, ale i zakwestionował wydatki na dzieci. Jednocześnie w swoim oświadczeniu majątkowym wykazał skromne 690 zł oszczędności. To wszystko w sytuacji, gdy jego była żona, by zapewnić dzieciom start w dorosłość, pracuje na kilku etatach.
Na nogach jestem od godz. 6 do 22. Nikt mnie nie pyta, czy mam ochotę tak ciężko pracować. Mając dwa fakultety, chętnie wróciłabym do pracy w biurze, ale z tego nie utrzymałabym dzieci. Zwłaszcza że kolejne lata będą bardzo kosztowne. Bliźniaki zdają maturę, a potem pójdą na studia. To wszystko kosztuje.
Płaczek nabiera wody w usta. "To moja prywatna sprawa"
Gdy dziennikarze zapytali go o przepaść między sejmowymi kazaniami a domową rzeczywistością, poseł schował się za wytartym frazesem. Stwierdził, że to jego "prywatna sprawa".
To zdumiewająca wolta jak na polityka, który sam uczynił z alimentów temat publiczny, by zdobyć poklask. Wygląda na to, że w słowniku Grzegorza Płaczka odpowiedzialność to słowo, które wygłasza się z mównicy, a nie stosuje we własnym życiu. Szczególnie gdy chodzi o własne dzieci.