Robert Bąkiewicz, protegowany poprzedniej władzy i bohater głośnego ułaskawienia przez prezydenta Dudę, w końcu poczuł na własnej skórze, co znaczy egzekucja komornicza. Myślał, że jest bezkarny, a jego słynne "nie napinaj się" rzucone komorniczce załatwi sprawę. Nic z tego. Komornik dopadł go i ściągnął prawie 9 tys. zł m.in. na rzecz "Babci Kasi", którą Bąkiewicz poturbował podczas protestów.
Komornik jednak się "napiął". Bąkiewicz stracił prawie 9 tysięcy
Przez lata Robert Bąkiewicz zdawał się kpić z wymiaru sprawiedliwości. Może poczucie bezkarności budował na niedanym akcie ułaskawienia przez prezydenta Andrzeja Dudę? Gdy komorniczka próbowała wyegzekwować od niego zasądzone pieniądze, miał jej rzucić, by się "nie napinała”, bo on i tak zostanie ułaskawiony. Okazało się jednak, że komornik potrafi być cierpliwy i w końcu "napiął się" na tyle skutecznie, że z konta lidera n@r0dowców zniknęło prawie 9 tys. zł.
Część tej kwoty, dokładnie 4224,45 zł, trafiła już do Katarzyny Augustynek, czyli "Babci Kasi". To zadośćuczynienie za to, że podczas protestów Strajku Kobiet w 2020 roku Bąkiewicz osobiście zrzuc1ł ją ze schodów kościoła. Pozostała suma, nieco ponad 4 tys. zł, to należność dla spółki Agora SA, wydawcy Gazety Wyborczej, z którą Bąkiewicz przegrał proces. Choć do spłaty całego dł*gu wobec aktywistki (ok. 13 tys. zł) jeszcze daleka droga, to pierwszy tak dotkliwy cios dla jego portfela.
Miał być nietykalny, a konto wyczyszczone ze zwrotu podatku
Jak to możliwe, że komornikowi udało się ściągnąć pieniądze od kogoś, kto oficjalnie jest bezrobotny? Sam Robert Bąkiewicz twierdził, że nie ma z czego płacić, deklarując:
Nie jestem nigdzie zatrudniony. Z dorywczych prac uzyskuję średnio środki w wysokości 500–800 zł miesięcznie.
Okazało się jednak, że nawet on nie jest w stanie oszukać systemu do końca.
Kluczem do sukcesu okazało się zajęcie komornicze zwrotu podatku, który Bąkiewicz miał otrzymać z Urzędu Skarbowego. To ironia losu w najczystszej postaci: państwowa instytucja, która wypłacała mu pieniądze, stała się źródłem, z którego inna państwowa instytucja mogła zaspokoić roszczenia jego ofiary. To dowód na to, że nawet najbardziej wyrafinowane próby ukrywania dochodów mogą spalić na panewce.
Prezydent ułaskawił, Ziobro grzmiał, a zaległości zostały
Przypomnijmy, że cała sprawa ma tło wielkiej polityki. Gdy wydawało się, że Bąkiewicz będzie musiał zamiatać ulice w ramach prac społecznych, z odsieczą pospieszył mu prezydent Andrzej Duda, ułaskawiając go od tej części kary. Decyzja wywołała furię, ale co najciekawsze, także w obozie jego protektorów.

Okazało się bowiem, że ułaskawienie było "częściowe", co nie spodobało się ówczesnemu Prokuratorowi Generalnemu. Zbigniew Ziobro, który sam wnioskował o łaskę, grzmiał z oburzeniem:
Z niedowierzaniem przyjąłem decyzję prezydenta Andrzeja Dudy – ułaskawienie w tej sprawie nie powinno być "częściowe"! Robert Bąkiewicz jest niewinny. Winna jest agresorka, która z premedytacją zaatakowała kościół i wierzących.
Tę polityczną kpinę szybko sprostowała Kancelaria Prezydenta. Minister Małgorzata Paprocka przypomniała, że prezydent ułaskawił Bąkiewicza w zakresie, o jaki... wnioskował sam Ziobro. Okazało się, że akt łaski nie obejmował zobowiązań finansowych. I właśnie ta furtka pozwoliła komornikowi działać. Prezydencki pałac darował Bąkiewiczowi pracę, ale nie darował mu dł*gów.
"Fikcyjny rozwód" i miliony dotacji. Historia unikania odpowiedzialności
Skuteczna egzekucja komornicza to zaledwie drobny wyłom w murze finansowej bezkarności, jaki Robert Bąkiewicz budował wokół siebie od lat. Już w 2016 roku sąd ogłosił jego upadłość konsumencką, umarzając dł*gi w wysokości 7 milionów złotych. Media donosiły też o jego rzekomo "fikcyjnym rozwodzie", który miał na celu ochronę majątku przed wierzycielami.
Jednocześnie, gdy oficjalnie nie miał pieniędzy, fundacje z nim związane, w tym te organizujące Marsz Niepodległości, za rządów PiS otrzymały ponad 14 milionów złotych publicznych dotacji. Ten kontrast między oficjalną biedą a milionowymi strumieniami publicznych pieniędzy budził ogromne kontrowersje. Wygląda na to, że ten rozdział w końcu powoli się zamyka, a sprawiedliwość, nawet w finansowym wymiarze, zaczyna się o niego upominać.