Sytuacja na granicy polsko-niemieckiej wywołuje skrajne emocje, ale takiej wypowiedzi nikt się nie spodziewał. Posłanka Koalicji Obywatelskiej, Magdalena Filiks, nie gryzła się w język i w niezwykle ostrych słowach oceniła działalność samozwańczych "obrońców granic". Jej wpis wywołał prawdziwą lawinę komentarzy i po raz kolejny podzielił Polaków.
Posłance puściły nerwy
Wystarczyły słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który podziękował "rodakom wspierającym ochronę granicy", by posłanka Koalicji Obywatelskiej Magdalena Filiks nie wytrzymała. Jej odpowiedź w mediach społecznościowych była natychmiastowa, ostra i pozbawiona dyplomacji. To właśnie te słowa wywołały prawdziwą burzę.
Psyc**le zatruwają życie ludziom mieszkającym blisko granicy zachodniej. Ci ludzie tu żyją, pracują i mają rodziny.
To jednak nie wszystko. Posłanka poszła o krok dalej, wprost oskarżając o inspirowanie tych działań konkretne środowiska:
Mieliśmy tutaj na zachodzie święty spokój – dopóki nie wysłaliście Bąkiewiczów i innych roznegliżowanych oszoł**ów. Niszczycie życie ludziom, którzy tu mieszkają.

Kim są "obrońcy", którzy tak zdenerwowali posłankę
Osoby, które wywołały tak ostrą reakcję, to członkowie samozwańczych patroli, określający się jako "obrońcy granic". W ostatnim czasie grupy takie jak Ruch Obrony Granic pojawiły się w przygranicznych miejscowościach. Ich członkowie, jak emeryt Leszek Nowakowski, motywują swoje działania obawą przed niekontrolowaną migracją. "My chronimy naszą granicę przed nielegalnym wwiezieniem migrantów z Niemiec" – tłumaczył w rozmowie z Fakt.pl, dodając: "Widzimy, co ci migranci wyrabiają w zachodnich miastach".
Ich działania spotykają się z jednoznaczną krytyką ekspertów i rządu. Prof. Andrzej Zoll podkreśla, że w Polsce nie ma miejsca na takie inicjatywy:
Nie istnieje instytucja "straż obywatelska", która miałaby prawo do zatrzymywania pojazdów czy kontroli kierowców.
Szef MSWiA, Tomasz Siemoniak, zapowiedział z kolei twardą reakcję służb. Jednak te samozwańcze działania spotykają się z poparciem części sceny politycznej, co jeszcze bardziej zaostrza konflikt. Głos w tej sprawie zabrał prezydent Andrzej Duda, który stwierdził: "Jestem wdzięczny rodakom, którzy wspierają ochronę granicy". To właśnie te słowa były iskrą, która zapaliła lont i sprowokowała ostrą reakcję posłanki Filiks.

Rząd walczy na dwa fronty. Tusk chce pozbyć się "ochotników"
Wprowadzenie przez rząd Donalda Tuska tymczasowych kontroli na granicy ma być sposobem na rozwiązanie problemu. Jak zauważa komentator niemieckiego "Die Welt", "Ochotnicy" mają wkrótce przestać odgrywać jakąkolwiek rolę. Na to liczy w każdym razie rząd w Warszawie". To sygnał, że państwo chce odzyskać monopol na działania w strefie przygranicznej i ukrócić nielegalne patrole obywatelskie.
Paradoksalnie, choć rząd Tuska zwalcza samozwańcze patrole, sam premier jest postrzegany w Europie jako zwolennik twardego kursu. Według "Die Welt", Tusk uważa, że "Masowa imigracja (...) zagraża europejskiej cywilizacji". Ta wewnętrzna sprzeczność pokazuje, jak skomplikowana i pełna napięć stała się polityka migracyjna w Polsce, gdzie rząd musi jednocześnie walczyć z presją na granicy i chaosem wywołanym przez "obrońców".

W sieci zawrzało. Polacy podzieleni po słowach posłanki
Wpis Magdaleny Filiks dolał oliwy do ognia w już i tak gorącej debacie. Jej szczera wypowiedź zyskała ponad tysiąc polubień, a pod postem pojawiły się setki komentarzy. Jedni chwalili ją za odwagę i nazywanie rzeczy po imieniu, inni zarzucali jej obrażanie patriotów. Opinie o obrońcach granicy po raz kolejny stały się polem bitwy.
Słowa posłanki Filiks obnażyły głęboki rów dzielący Polaków. Dla jednych "obrońcy granic" to patrioci, dla drugich – niebezpieczni "oszołomi". Ten spór to coś więcej niż kłótnia polityków; to zderzenie dwóch wizji Polski, bezpieczeństwa i obywatelskiego obowiązku, które rozgrywa się na naszych oczach wzdłuż zachodniej granicy.