Jarosław Kaczyński trafił w zeszły czwartek do szpitala w Lublinie. Prezes PiS chciał zachować anonimowość, więc przyjęto go jako "NN", czyli jak zwykłego człowieka z ulicy bez dokumentów. Polityk otrzymał własną salę i został odseparowany od pozostałej części szpitala. Mimo że rzecznik prasowy partii twierdzi, że jego szef został skierowany na rutynowe badania, które zostały wcześniej zaplanowane, politycy klubu Kaczyńskiego przedstawiają inną wersję. Według nich prezes już od dawna miał się uskarżać na ból w mostku i kłopoty z oddychaniem.
Jarosław Kaczyński trafił do szpitala
W miniony czwartek sporo się działo w Sejmie . Nastąpił koniec swawoli Zbigniewa Ziobry, ponieważ koledzy z Wiejskiej zadecydowali o utracie jego plakietki nietykalności i możliwym areszcie na 30 dni. Swojego pupilka nie wsparł prezes partii.
Jarosław Kaczyński nie przyjechał na czwartkowe obrady sejmu, ponieważ tego samego dnia po południu trafił do lubelskiego szpitala. Jednak 75-latek pojawił się tam incognito, a nie pod własnym imieniem i nazwiskiem.

Wszystko po to, aby jak najmniej osób interesowało się jego pobytem w placówce. Z tego powodu dotarł do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego przy al. Kraśnickiej w Lublinie swoją czarną skodą, a nie karetką.
Oprócz tego dostał nawet własną jednoosobową salę, odseparowaną od reszty pacjentów. Anonimowości i ciszy jednak nie udało się utrzymać, bo sprawa wyszła na jaw i urosła do rangi narodowej. Jak można przeczytać na stronie Gazety Wyborczej, tylko część personelu może wejść do sali prezesa:
Wstęp ma tam tylko personel medyczny, ale ten najbardziej zaufany.
Mało tego, jedna z pielęgniarek lubelskiego szpitala wyjawiła dziennikarzom GW, że prywatności 75-latka strzegą "barczyści mężczyźni":
Dostępu do tej części korytarza, gdzie przebywa nasz pacjent NN, strzegą barczyści mężczyźni. Pracuję tu od ponad 20 lat, ale z taką sytuacją jeszcze się nie spotkałam.
Z kolei przełożeni oddziału kardiologii, na którym leczy się Jarosław Kaczyński, są bardzo poddenerwowani zarówno całą sytuacją, jak i pytaniami ich personelu. O tym wspomnieli i pielęgniarka, jak i inny przedstawiciel szpitala, którzy tam pracują:
Kiedy zapytałam przełożonego, o co chodzi, tylko odburknął nerwowo: "To sprawa nadzwyczajna. Lepiej, żebyś niczego nie wiedziała".
Inny pracownik szpitala powiedział:
Został przyjęty nie jako Jarosław Kaczyński, tylko pacjent NN. Tak jak osoba, która trafiła do szpitala z ulicy, nieposiadająca np. dowodu osobistego. To bardzo dziwna, nietypowa sytuacja. "Żeby nikt się nie interesował", powiedział mi przełożony.
Lublin jest bardzo znany pod względem hospitalizacji polityków PiS, bo właśnie tam Zbigniew Ziobro został zdiagnozowany pod kątem nowotworu.

Poza tym otoczenie Kaczyńskiego stwierdziło, że tam będzie miał zapewnioną większą anonimowość, ponieważ gdyby skorzystał z leczenia w placówce w Warszawie, "o tej hospitalizacji byłoby natychmiast głośno". Jak można przeczytać na łamach "GW" słowa tajemniczego informatora ze szpitala, w którym leczy się prezes PiS:
Prawdopodobnie otoczenie Kaczyńskiego skorzystało z utartej lubelskiej ścieżki. Przyjęli ich do lecznicy marszałka z PiS, bo wtedy nic się nie wyda. Pomyśleli: gdyby Kaczyński trafił do jednego z warszawskich szpitali, o tej hospitalizacji byłoby natychmiast głośno. Ale mleko się wylało, niczego w dzisiejszych czasach nie da się ukryć.
Jednak kiedy sprawa wyszła na jaw, politycy opozycji musieli wreszcie zareagować.

Bochenek uspokaja, anonimowi posłowie puszczają parę z ust
W czwartek wieczorem rzecznik prasowy PiS, Rafał Bochenek, w rozmowie z dziennikarzem serwisu Onet.pl stwierdził, że prezes przyjechał na rutynowe i wcześniej zaplanowane badania. Jak można przeczytać na łamach medium:
To rutynowe, wcześniej zaplanowane badania.
Jednak posłowie opozycji przekazują między sobą zupełnie inną informację. Kaczyński miał mieć problemy zdrowotne już od dłuższego czasu. Prezes narzekał na kłopoty z oddychaniem i ból w mostku. Jak można przeczytać na łamach portalu Gazeta Wyborcza:
Od pewnego czasu szef czuł się nie najlepiej. Miał uskarżać się na trudności z oddychaniem i bóle w mostku. Przestał się pojawiać publicznie. Ale to nic groźnego, powtarzali ludzie z najbliższego otoczenia prezesa.
Jest to bardziej prawdopodobna wersja, ponieważ miniony dzień był bardzo gorący w Sejmie, zwłaszcza dla polityka PiS Zbigniewa Ziobry i wątpliwe jest, aby jego przełożony nie zechciałby go wesprzeć, gdyby tylko mógł. Z kolei rutynowe badania można było zaplanować na inny dzień. Tak czy owak Jarosławowi Kaczyńskiemu życzymy dużo zdrowia.