Ewa Kozanecka, posłanka PiS-u, w 2022 roku za czasów rządów jej partii, kupiła sobie z naszych pieniędzy trzy zestawy lamp ogrodowych i pulsoksymetr. Całość wyniosła ponad 800 złotych. Sprzęt, jaki mogą nabyć politycy do swoich biur, ma być niezbędny do pracy, a następnie zaraportowany. Jednak Ewa nic sobie z tego nie robiła i szastała naszą kasą, jak tylko chciała. Teraz jednak jej grzechy zakupowe ujrzały światło dzienne.
Ewa Kozanecka od Jarka Kaczyńskiego nabyła za nasz duży hajs lampy ogrodowe
Ewa Kozanecka to posłanka Prawa i Sprawiedliwości, a więc i popleczniczka Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy partia była u szczytu władzy, Kozanecka, aby wyposażyć swój sprzęt w biurze poselskim, zamawiała wszystko, co niby potrzebowała z pieniędzy podatników.
Wyposażenie biura i tego typu koszty opłaca budżet Kancelarii Sejmu z naszych danin. Teraz kiedy PiS nie jest już u szczytu władzy, wychodzą na jaw kolejne działania ich polityków. Tym razem prześwietlono, na co m.in. Ewa Kozanecka wydawała publiczne pieniądze. Niestety, nie zawsze były to dobre wybory.
X.com/ewa_kozanecka
Z raportu, jaki musiała sama zainteresowana przedstawić, wynika, że posłanka w trakcie swojej pracy zakupiła lampy ogrodowe. Trzy zestawy, z czego dwa warte ponad 300 złotych i jeden za 125 złotych. Poza tym w jej wykazie znalazł się jeszcze pulsoksymetr za prawie 100 złotych. W sumie za całość niepotrzebnych sprzętów zapłaciliśmy 842,93 zł.
Dokument, z którego można zapoznać się z zakupami posłanki, udostępnił w serwisie X użytkownik "Pan Diabeł Srockon". Można go zobaczyć na zdjęciu poniżej.

Ewa Kozanecka w pracy potrzebuje lamp ogrodowych i pulsoksymetr
O ile jeszcze sam pulsoksymetr można by puścić płazem, bo może teoretycznie któryś z petentów będzie go potrzebował w trakcie spotkania, o tyle zestaw lamp ogrodowych, warty 742,94 zł jest już kompletnie niepotrzebny.
Pamiętajmy, że posłanka przyjmuje interesantów w środku biura, a do tego jej godziny pracy są zwykle w dzień, więc takie zestawy oświetleniowe nie są niezbędne. Jednak jak poprzednia władza dawała, pewnie żal było nie skorzystać. Teraz Kozanecka przywołana do odpowiedzi milczy, nie chcąc wypowiadać się na temat feralnych zakupów.