Rafał Bochenek w ostatnich latach odebrał 43 tysiące z naszych pieniędzy za tzw. kilometrówki, czyli zwrot kosztów poniesionych za korzystanie z prywatnego auta w trakcie pracy politycznej. Kwota jest bardzo duża, a na dodatek, polityk PiS-u nie ma własnego auta. Środki te nie mogły pójść na taksówki, ponieważ za to odebrał sobie kolejne duże pieniądze, czyli 24 tysiące złotych. W końcu sam zainteresowany wyznał, że korzystał z auta rodziców i to na nie pobierał pieniądze. Dodał też, że wielu polityków tak robi, jednocześnie próbując umniejszyć swoją winę.
Rafał Bochenek od Jarka Kaczyńskiego wziął 43 tysiące złotych za paliwo na dojazdy w pracy
Rafał Bochenek, bo to o nim mowa, w ostatnich latach odebrał zwrot pieniędzy za paliwo do samochodu, które wykorzystywał w czasie pracy. Koszty zostały pokryte z naszych pieniędzy w oparciu o wyliczenia, ile kilometrów poseł Prawa i Sprawiedliwości przejechał w danym czasie.
Z wyliczeń wynika, że polityk związany z Jarosławem Kaczyńskim rokrocznie otrzymywał ponad 30 tysięcy złotych. W pewnym momencie jednak pojawiła się rekordowa kwota wynosząca aż 43 tysiące złotych. To spora suma, niezależnie od perspektywy. Najbardziej zaskakujący jest jednak fakt, że polityk ten przez wszystkie te lata nie posiadał samochodu.

Jak wszyscy wiemy, każdy polityk co roku musi rozliczyć się z tego, co posiada. Zrobił to też Rafał Bochenek i w jego dokumencie nie ma słowa o tym, aby posiadał samochód, który byłby warty minimum 10 tysięcy złotych. Nie łudźmy się, żaden polityk, także z PiS-u, nie będzie jeździł tańszym pojazdem.
Jednak wyliczenia i wnioski mówią same za siebie. Rafał Bochenek, nieposiadający samochodu, odebrał sobie jak gdyby nigdy nic pieniądze za tzw. kilometrówki. Widać to na rozliczeniu, do którego odniosła się posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska na serwisie X:
Można nie mieć samochodu na własność, tylko mieć go w leasingu, wtedy to się wpisuje w rubryce zobowiązania, lub mieć umowę użyczenia pojazdu. Jak jest w tym przypadku?
Poniżej cały post.
Rafał Bochenek tłumaczy się z afery
Wszyscy w Polsce zadają sobie jedno pytanie, na podstawie czego, poseł Bochenek wziął pieniądze, skoro z auta nie korzystał i czym tak naprawdę jeździł. Odpowiedź udzielił sam zainteresowany, który wreszcie zabrał głos w tej sprawie.
Okazuje się, że od czasu do czasu korzystał z taksówek, oczywiście z naszych pieniędzy, ponieważ oprócz tych 43 tysięcy złotych, kolega Kaczyńskiego zażądał zwrotu kosztów przejazdu taksówką w wysokości 24 tysięcy złotych.
No dobra, ale nadal nie wiadomo, jaki samochód potrzebował 43 tysięcy złotych na paliwo, skoro oficjalnie poseł Bochenek nie ma żadnego pojazdu. Zagadkę tę wyjaśnili dziennikarze Fakt.pl, którzy zapytali o to polityka PiS. On stwierdził, że dotychczas auta nie miał, więc pożyczał od rodziców:
Wykorzystuję do jazdy samochód, który formalnie należy do moich rodziców
Właśnie na to miały pójść nasze pieniądze. Później dodał, że wielu polityków tak robi, ale on już przestał, ponieważ niedawno kupił sobie własny samochód.
No cóż, ciekawa argumentacja.