Podczas gdy kościelni hierarchowie unikają konkretów jak ognia, Polacy wzięli sprawy w swoje ręce i sami ustalili "cennik". Sezon wizyt duszpasterskich trwa w najlepsze, a odwieczne pytanie "ile dać?" znowu dzieli rodziny przy niedzielnym obiedzie. Sondaże nie pozostawiają złudzeń – portfele Polaków mają swoje granice, a rada pewnego księdza z TikToka wywołała w sieci prawdziwą burzę.
Portfele Polaków mają swoje granice. Oto nieoficjalny cennik
Koniec z domysłami, jak należy ugościć kapłana w czasie noworocznej wizyty duszpasterskiej. Twarde dane z sondażu SW Research dla Wprost pokazują czarno na białym, na ile nas stać. Choć 34–35 proc. respondentów deklaruje wsparcie w przedziale 50–200 zł, to statystyki ujawniają też drugą stronę medalu. Aż co piąty Polak (18 proc.) przyjmuje księdza, ale nie daje ani grosza. To jasny sygnał: wizyta duszpasterska przestaje być transakcją wiązaną.
Sytuacja zmienia się w zależności od adresu. W mniejszych miejscowościach i na wsiach wciąż króluje tradycja, choć kwoty są skromniejsze. Tam do koperty trafia zazwyczaj 20–50 zł. W miastach stawki idą w górę. Tutaj nieformalnym standardem jest "stówka", czyli przedział 50–100 zł, który wybiera spora grupa, bo aż 40 proc. badanych.
Na drugim biegunie są ci, którzy portfela nie otwierają wcale. Ponad 30 proc. Polaków w ogóle nie przyjmuje księdza, często właśnie z obawy przed finansową presją. Z kolei na gest powyżej 1000 zł decyduje się zaledwie garstka ekscentryków – to promil wynoszący 0,5 proc. ankietowanych.

CZYTAJ TAKŻE: Krzysztof Rutkowski ujawnia, ile wkłada do koperty po kolędzie. Kwota zwala z nóg? "Wstyd byłoby inaczej"
"Pudełko zamiast koperty". Ksiądz z TikToka odpalił prawdziwą bombę
Gdy internauci kłócili się o kwoty, ks. Sebastian Picur, niekwestionowany gwiazdor TikToka, odpalił prawdziwą bombę. Jego rada dla wiernych brzmi jak żart, ale duchowny mówi śmiertelnie poważnie. Zamiast szeleszczących banknotów proponuje rozwiązanie, które wielu tradycjonalistów wprawiło w osłupienie.
Moi drodzy, pytacie mnie, ile w tym roku dać księdzu po kolędzie, do koperty. Już wam spieszę z pomocą, żeby z tej sytuacji wybrnąć jak najlepiej, jak najtaktowniej, jak najpraktyczniej.
Zamiast licytowania się na to, kto da więcej, kapłan rzuca wyzwanie:
Zamiast koperty radzę już przygotować pudełko. A w tym pudełku, moi drodzy, trzeba się już trochę bardziej postarać. W tym pudełku warto umieścić różaniec, na którym codziennie się modlisz.
Słowa duchownego to kubeł zimnej wody dla tych, którzy widzą w kolędzie tylko zysk. Ks. Sebastian Picur punktuje, że w tych naszych spotkaniach kolędowych tak naprawdę nie chodzi o pieniądze, ale o spotkanie i modlitwę. Dla wielu rodzin borykających się z drożyzną, taka alternatywa to prawdziwa ulga.

CZYTAJ TAKŻE: Tego absolutnie nie rób podczas kolędy. Jedno zachowanie to "wyraz najwyższej pogardy"
Finansowy ranking parafii. Biznes kolędowy ma się świetnie
Mimo narzekań na inflację i laicyzację, parafialne kasy wcale nie świecą pustkami. Liczby z lata minionych mówią same za siebie i pokazują, że "biznes kolędowy" wciąż kręci się znakomicie. Absolutnym rekordzistą w zestawieniu jest Parafia Przemienienia Pańskiego w Łukowie**, która zebrała bagatela ponad 272 tys. zł. To kwota, o której przeciętny Kowalski może tylko pomarzyć.
Niewiele gorzej sytuacja wygląda w innych regionach. W Siedlcach licznik w Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP zatrzymał się na kwocie około 210 tys. zł. Stolica również nie zostaje w tyle – warszawska Parafia św. Tomasza Apostoła zainkasowała ok. 131 tys. zł. Nawet w mniejszym Gorzkowie wierni wpłacili solidne ponad 107 tys. zł. Mit o biedzie na tacach można włożyć między bajki.
Parafie bez kopert? Ks. Wachowiak idzie pod prąd
Są jednak miejsca, gdzie koperta jest wręcz niemile widziana. Ks. Daniel Wachowiak z Koziegłów stał się twarzą nowej rewolucji. Duchowny oficjalnie zrezygnował z przyjmowania pieniędzy w domach, twierdząc, że wizyta duszpasterska nie powinna kojarzyć się z pieniędzmi.
Jeżeli ktoś pragnie przy okazji kolędy złożyć ofiarę, to może to zrobić na inny sposób. Ale kolęda – tak mi zależało od początku bycia proboszczem – nie może kojarzyć się z pieniędzmi.
Podobny trend widać w Opolu. W parafii św. Apostołów Piotra i Pawła ofiary kolędowe będą zbierane dopiero w kościele, podczas mszy w styczniu 2026 roku. Efekt? Paradoksalnie, gdy zdejmie się z wiernych presję "płacenia przy drzwiach", ich ofiarność często rośnie.
Savoir-vivre 2026. To nie wizyta u fryzjera
Czy trzeba płacić za błogosławieństwo? Episkopat umywa ręce, informując, że Konferencja Episkopatu Polski nie wydaje wytycznych, ale presja społeczna robi swoje. Warto jednak pamiętać o jednym: kolęda to nie wizyta u fryzjera, gdzie za usługę należy się cennikowa opłata. To ofiara dobrowolna, choć sąsiedzkie plotki sugerują co innego. Jeśli portfel jest pusty, drzwi i tak powinny pozostać otwarte – przynajmniej w teorii, bo w praktyce wstyd często wygrywa z gościnnością.