Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska chce uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą

Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska chce uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą

Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska chce uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą

facebook.com/jakubidawid; facebook.com/beata-ms; Wiki Commons

Gdy ministrowie w Warszawie kluczą i zasłaniają się "analizami", prezydentka jednego miasta mówi: "dość!". Świdnica rzuca wyzwanie rządowi i chce jako pierwsza w Polsce respektować wyrok TSUE ws. małżeństw jednopłciowych. To ruch, który jedni nazwą odwagą, a inni polityczną wojną.

Reklama

Świdnica idzie na wojnę z rządem? Chcą respektować wyrok TSUE

W czasie, gdy rządowa machina mieli temat w nieskończoność, prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska (Nowa Lewica) postanowiła działać. Zadeklarowała, że jej miasto jest gotowe, by jako pierwsze w kraju zacząć uznawać małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą. To gest, który jest policzkiem dla rządu Donalda Tuska, ociągającego się z realizacją nie tylko obietnic wyborczych, ale i unijnego prawa.

Postawa Świdnicy nie jest działaniem w prawnej próżni. Najwięksi prawnicy w kraju nie mają wątpliwości. Rzecznik Praw Obywatelskich, prof. Marcin Wiącek, mówi wprost: "Jeżeli mnie ktoś pyta, co zrobić z wyrokami TSUE, to odpowiedź jest jedna: Trzeba wykonać". Wtóruje mu była RPO, prof. Ewa Łętowska, tłumacząc, że wyrok TSUE nie wymaga zmiany prawa, a jedynie "zmiany praktyki administracyjnej".

Reklama

W polskim systemie istnieje możliwość tzw. transkrypcji (...), nawet gdy same te czynności nie są znane polskiemu prawu. Taki akt transkrybowany zobowiązuje polskie władze do honorowania jego treści w Polsce.

Sprawa, która doprowadziła do przełomowego orzeczenia, zaczęła się od historii dwóch Polaków. Wzięli ślub w Berlinie, ale po powrocie do ojczyzny polski urząd potraktował ich jak obcych sobie ludzi. Trybunał w Luksemburgu uznał to za złamanie unijnych zasad.

Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek x.com/RobertBiedron

Reklama

Czytaj także: "Nie znam Berlina…" — i tak powstała najgłośniejsza para polskiej polityki. Historia Śmiszka i Biedronia

Reklama

Co tak naprawdę oznacza wyrok TSUE? Koniec prawnej fikcji

Trybunał Sprawiedliwości UE postawił sprawę jasno: Polska nie musi legalizować małżeństw jednopłciowych, ale ma cholerny obowiązek uznać te zawarte w innym kraju Unii, by respektować fundamentalne prawo do swobodnego przemieszczania się. To koniec absurdalnej sytuacji, w której małżeństwo z Berlina po przekroczeniu Odry magicznie znikało w oczach polskiego urzędnika.

Reklama

Były minister sprawiedliwości Adam Bodnar doskonale podsumował ten nonsens:

Reklama

Nie mogą być traktowani w jednym państwie członkowskim jak małżeństwo, a w drugim jak osoby dla siebie obce i stanu wolnego.

Brak transkrypcji małżeństwa to nie tylko formalność. To realne problemy, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, gdzie polski system widzi tylko "matkę i ojca", kompletnie ignorując fakt, że drugi rodzic, choćby adopcyjny, ma pełnię praw w Niemczech czy Francji.

Dobra wola to za mało. Prezydentka Świdnicy ujawnia, jak absurdalny przepis blokuje rewolucję

Okazuje się jednak, że nawet najszczersze chęci rozbijają się o mur urzędniczej rzeczywistości. Beata Moskal-Słaniewska ujawnia, co stoi na drodze do rewolucji – archaiczny system informatyczny. Okazuje się, że w XXI wieku przeszkodą w realizacji europejskiego prawa jest jedna rubryka w systemie komputerowym. Rubryka, której rząd, mimo upływu czasu, nie potrafi zmienić.

System jest tak uszczelniony, że każda rubryka musi mieć PESEL odpowiadający danej płci. Jeśli w polu "kobieta" wpiszemy PESEL, który system rozpoznaje jako męski, to po prostu nie przepuści wpisu.

Piłka jest po stronie rządu. Ministerstwo Cyfryzacji pod wodzą Krzysztofa Gawkowskiego musi odblokować system, a szef MSWiA, Marcin Kierwiński, musi wydać proste rozporządzenie. Proste, o ile jest wola polityczna.

Jakub Kwieciński Dawid Mycek facebook.com/jakubidawid

Czytaj także: "Sorry, Polsko!". Znana para gejów triumfuje po wyroku TSUE

Tusk studzi emocje, PiS grzmi: "To nie nasz problem"

Tymczasem w Warszawie panuje atmosfera politycznej asekuracji. Premier Donald Tusk, zamiast wesprzeć odważny samorząd, uspokaja nastroje, jakby mówił o problemie, który go nie dotyczy. Jego słowa brzmią niemal identycznie jak wypowiedzi polityków PiS sprzed lat.

Chciałbym wszystkich uspokoić. Po pierwsze, nie jest tak, że Unia Europejska nam cokolwiek może w tej kwestii narzucić.

Wtóruje mu minister Marcin Kierwiński, który stwierdził, że "Unia nie może nam narzucić swojego prawodawstwa". Na drugim biegunie jest lokalny radny PiS ze Świdnicy, Krzysztof Lewandowski, który uważa, że to "nie jest problem miasta". Co najciekawsze, prezydentka z Lewicy rządzi w Świdnicy w koalicji... właśnie z radnymi Prawa i Sprawiedliwości, co czyni całą sytuację jeszcze bardziej intrygującą.

Świdnica rozpoczyna lawinę? "Po drugiej stronie są ludzie"

Czy odważny krok Świdnicy to jednorazowy zryw, czy początek lawiny, która zmusi rząd do działania? Prezydentka Moskal-Słaniewska stawia sprawę jasno, przypominając, o co w tym wszystkim chodzi. Nie o wielką politykę, ale o zwykłą ludzką godność.

Nie przypominam sobie innego wyroku TSUE, który by budził tak silne emocje. Rozumiem, że to wrażliwy temat, w którym mieszają się poglądy, ideologia i polityka. Ale właśnie dlatego staram się postawić granicę i przypomnieć, że po drugiej stronie są ludzie.

Pytanie brzmi, czy rząd w Warszawie usłyszy głos jednego miasta, czy też pozwoli, by ludzkie historie wciąż rozbijały się o mur urzędniczej obojętności.

Polały się łzy wzruszenia. Brzuszczyńska i Skrzeczkowska pokazały zdjęcia z bajkowego ślubu. "To był najpiękniejszy dzień"
Źródło: instagram.com/way.of.blonde
Reklama
Reklama