To, czego zabroniono na Stadionie Narodowym, z zemstą wróciło w samym sercu Warszawy. Oprawa kibiców, która wywołała aferę podczas meczu z Holandią, została spektakularnie wyświetlona na fasadzie Pałacu Prezydenckiego. To jawna szpila wbita PZPN-owi i służbom, a cała akcja ma wyraźny polityczny podtekst.
Rzucili race na murawę i wyszli ze stadionu. Wszystko przez jedną, kontrowersyjną decyzję
Wszystko zaczęło się od piątkowego meczu 14 listopada 2025 roku Polska - Holandia w ramach eliminacji do MŚ 2026. Kibice reprezentacji Polski ze Stowarzyszenia "To My Polacy" przygotowali specjalną, patriotyczną oprawę, która miała nawiązywać do niedawnego Święta Niepodległości. Gigantyczna sektorówka przedstawiała orła w koronie na biało-czerwonym tle z hasłem "Do boju Polsko!".
Jednak tuż przed meczem na PGE Narodowy spadła na nich druzgocąca wiadomość. Służby mundurowe i organizator nie wyrazili zgody na wniesienie oprawy na trybuny. Kibice nie kryli oburzenia.
Niezrozumiała decyzja. Piękna patriotyczna oprawa ma nie zostać wpuszczona na mecz na podstawie decyzji służb mundurowych
– grzmiało stowarzyszenie "To My Polacy!", a jego przedstawiciel, Mateusz Pilecki, dodawał bez ogródek: "Z jakiegoś nieznanego nam powodu zostaliśmy zdeptani".
Reakcja ultrasów była natychmiastowa i wybuchowa. W ramach protestu, w drugiej połowie meczu na murawę poleciały dziesiątki rac, co na kilka minut przerwało grę. Wściekli fani z sektora D15 opuścili stadion jeszcze przed końcowym gwizdkiem, dając jasno do zrozumienia, że tak tej sprawy nie zostawią.
Nagle "zakazana oprawa" rozbłysła na Pałacu Prezydenckim. "To nie jest sztuczna inteligencja, to się dzieje!"
I nie zostawili. Finał tej historii rozegrał się w poniedziałek 17 listopada 2025 roku, tuż przed wyjazdowym meczem reprezentacji Polski z Maltą. Nagle w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się zdjęcia, na które wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.
Na fasadzie Pałacu Prezydenckiego rozbłysła gigantyczna iluminacja, która była dokładnym odwzorowaniem zakazanej sektorówki. Informacją podzielił się m.in. rzecznik prasowy Prezydenta RP Rafał Leśkiewicz oraz kapelan prezydenta Karola Nawrockiego, ksiądz Jarosław Wąsowicz, który nie krył ekscytacji.
Nie było możliwości na stadionie, jest na Pałacu Prezydenckim. To nie jest sztuczna inteligencja, to się dzieje! Do boju Polsko!
– napisał na platformie X.
Symbolika tego gestu jest porażająca. To, co uznano za niebezpieczne i niedopuszczalne na imprezie masowej, jaką jest mecz na Stadionie Narodowym, kilka dni później zyskało najwyższą aprobatę, pojawiając się na siedzibie głowy państwa. Kontrast nie mógł być większy.
Polityczny pstryczek w nos dla rządu? Kancelaria Prezydenta włącza się do gry
Trudno nie odczytać tej akcji jako manifestacji politycznej. Co istotne, na meczu z Holandią, gdzie wybuchła cała afera, obecny był sam prezydent Karol Nawrocki. Jego kancelaria nie tylko nie odcięła się od iluminacji, ale wręcz ją promowała.
Szef Gabinetu Prezydenta, Paweł Szefernaker, z dumą udostępnił zdjęcie iluminacji.
Dziś mecz Malta-Polska. Tymczasem na Pałacu Prezydenckim wyświetlona została wyjątkowa iluminacja.
– skomentował na Twitterze.
Czy był to gest wsparcia dla kibiców i jednocześnie polityczny pstryczek w nos dla rządu i podległych mu służb? Wygląda na to, że zwykła kibicowska sektorówka stała się bronią w politycznej walce.
PZPN i policja tłumaczą się z zakazu. "Flaga nie była zgłaszana"
Oczywiście druga strona konfliktu ma swoje argumenty. PZPN w wydanym oświadczeniu tłumaczył, że decyzja miała charakter czysto proceduralny.
Flaga wielkoformatowa nie była zgłaszana na żadnym etapie przygotowań. [...] Informacja o zamiarze użycia flagi wielkoformatowej pojawiła się dopiero w dniu meczu i nie mogła zostać zaakceptowana przez właściwe służby.
Związek podkreślił, że nikt nie kwestionował patriotycznej treści oprawy, a chodziło wyłącznie o kwestie bezpieczeństwa i brak wcześniejszych uzgodnień.
Podobne stanowisko przedstawił Jacek Wiśniewski z Wydziału Komunikacji Społecznej.
Decyzję o zakazie podjął organizator, w trosce o bezpieczeństwo pozostałych kibiców. Pogląd policji w tej sprawie był zbieżny.
Według niego to właśnie protest kibiców spowodował opóźnienia i chaos przy bramkach wejściowych na stadion.
Tyle oficjalne komunikaty. Suche, proceduralne tłumaczenia nijak się jednak miały do emocji, które rozgrzały kibiców i, jak się okazało, również polityków.
Jedno jest pewne – kibice dopięli swego, a ich oprawę zobaczyła cała Polska, i to w miejscu, o którym nawet by nie marzyli.