Polska jest w stanie wojny, a rząd udaje, że nic się nie dzieje? Taką diagnozę stawia były szef Agencji Wywiadu, Andrzej Derlatka. Po próbie wysadzenia pociągu pod Garwolinem ekspert nie ma złudzeń i żąda od Donalda Tuska wprowadzenia stanu wyjątkowego. Czas na półśrodki właśnie się skończył.
"Polska jest w stanie wojny z Rosją". Były szef wywiadu nie owija w bawełnę
Andrzej Derlatka, człowiek, który przez lata stał na czele polskiej Agencji Wywiadu, w rozmowie z TVP Info nie zostawił na nikim suchej nitki. Jego diagnoza jest brutalna i jednoznaczna. Ekspert ds. bezpieczeństwa twierdzi, że mamy do czynienia z otwartym konfliktem, choć o nietypowym charakterze.
Polska jest w stanie wojny z Rosją. Przeciwnik robi różne rzeczy po to, żeby nam dokuczyć, żeby nas przestraszyć, żeby spowodować jak największe szkody i straty.
Derlatka podkreślił, że choć to nie Polska prowadzi działania wojenne, to Rosja bez wątpienia prowadzi je przeciwko nam. Według niego skala zagrożenia ze Wschodu jest bezprecedensowa i wymaga natychmiastowej, twardej odpowiedzi.
To jest bardzo poważna sprawa, to nie są żarty.
– grzmiał były szef wywiadu, wskazując, że wojna hybrydowa weszła w nową, znacznie bardziej niebezpieczną fazę.

Tusk potwierdza: "Bezprecedensowy akt dywersji". Rząd w trybie alarmowym
Alarmistyczny ton byłego szefa wywiadu znajduje potwierdzenie w działaniach rządu. Sam premier Donald Tusk, po osobistej wizji lokalnej na miejscu zdarzenia po próbie wysadzenia pociągu pod Garwoline, nie pozostawił złudzeń co do powagi sytuacji. Jego słowa brzmią jak potwierdzenie najczarniejszych scenariuszy.
Wysadzenie toru kolejowego na trasie Warszawa–Lublin to bezprecedensowy akt dywersji wymierzony w bezpieczeństwo państwa polskiego i jego obywateli. Trwa śledztwo. Tak jak w poprzednich tego typu przypadkach, dopadniemy sprawców, niezależnie od tego, kto jest ich mocodawcą.
Państwo zostało postawione w stan gotowości. Jak poinformowało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (BBN), wszystkie incydenty są na bieżąco weryfikowane, a prezydent Karol Nawrocki otrzymuje regularne raporty. Na miejscu eksplozji pracują wszystkie kluczowe służby specjalne – od policji, przez CBŚ, po prokuraturę. Obraz jest jasny: to nie był wypadek, to był atak.

"Mielibyśmy kilka ofiar śmiertelnych". To dlatego Derlatka stracił cierpliwość
Dla Andrzeja Derlatki działania rządu to jednak za mało. Jego zdaniem czara goryczy przelała się właśnie pod Garwolinem. Według eksperta to nie był zwykły sabotaż kolejowy. To była chłodno skalkulowana próba masowego morderstwa i sparaliżowania kraju.
To był zaplanowany zamach na całą sieć kolejową. Gdyby ten pociąg się wykoleił, mielibyśmy prawdopodobnie kilka ofiar śmiertelnych, a do tego zablokowaną linię kolejową na strategicznym kierunku.
To właśnie świadomość tego, jak blisko było niewyobrażalnej tragedii, pchnęła byłego szefa AW do postawienia sprawy na ostrzu noża. Jego zdaniem samo ściganie sprawców już nie wystarczy. Nadszedł czas, by państwo pokazało siłę i przeszło do prewencyjnej ofensywy.
Derlatka chce zamknąć wschodnią Polskę? Oto co oznacza stan wyjątkowy
Propozycja Derlatki jest radykalna i brzmi groźnie: wprowadzenie stanu wyjątkowego na wschodniej granicy. To nie jest pusta groźba, a konkretny plan, który ma przywrócić poczucie bezpieczeństwa i dać służbom realne narzędzia do walki z dywersantami.
Radziłbym wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze wschodnim kraju, graniczącym z Ukrainą i dalej z Rosją. Trzeba przestać się cackać – to jest wojna.
Co to oznaczałoby w praktyce? Przede wszystkim dałoby służbom znacznie szersze uprawnienia.
Seria incydentów, od prób podpaleń po sabotaż kolejowy, pokazuje, że konflikt Polska Rosja eskaluje w niebezpiecznym kierunku. Premier Donald Tusk stoi przed dramatycznym wyborem: uspokajać nastroje, ryzykując kolejny, tym razem tragiczny w skutkach atak, czy sięgnąć po broń ostateczną, jaką jest stan wyjątkowy. Andrzej Derlatka swoje zdanie wyraził jasno. Czasu na podjęcie decyzji jest coraz mniej.