Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w dramatycznym wywiadzie dla dziennika Guardian ostrzega, że przyparty do muru dyktator z Kremla jest nieobliczalny i może otworzyć drugi front w Europie, byle tylko odwrócić uwagę od kompromitujących porażek w Ukrainie. Pytanie brzmi już nie "czy", ale "kto" będzie następny.
Zełeński stawia sprawę jasno: Impas na froncie pcha Putina do eskalacji
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie ma złudzeń. Jego zdaniem brak jakichkolwiek znaczących sukcesów rosyjskiej armii w Donbasie to tykająca bomba podłożona pod bezpieczeństwo całej Europy. W rozmowie z brytyjskimi dziennikarzami Zełenski stwierdził, że Władimir Putin, nie mogąc pochwalić się zdobyczami na froncie, będzie szukał ich gdzie indziej, nawet jeśli będzie to oznaczało równoległą wojnę.
Putin jest w sytuacji bez wyjścia, jeśli chodzi o realny sukces. To raczej impas. Dlatego te niepowodzenia mogą skłonić go do poszukiwania innych terytoriów.
Te słowa to nie blef, a chłodna analiza sytuacji. Rosja płaci potworną cenę za każdy metr zdobytej ziemi. Według ukraińskich danych, tylko w październiku straty Rosjan wyniosły 25 tysięcy żołnierzy, a w ostatnich trzech miesiącach straty Rosji sięgały 30 tysięcy zabitych i rannych miesięcznie. To makabryczny bilans, który pokazuje, że wielka ofensywa Kremla utknęła w miejscu, a sukcesy można mierzyć "w akrach ziemi uprawnej".
Instagram.com/zelenskiy_official; Canva
Wojna hybrydowa już trwa. Europa na celowniku Kremla
Zełenski wali prosto z mostu: Europa musi wreszcie się obudzić. Czas porzucić myślenie, że Putin zadowoli się Ukrainą. Agresja Rosji przybiera nowe formy, a jej pierwsze symptomy już widać na europejskim niebie.
Musimy zapomnieć o panującym w Europie przekonaniu, że Putin najpierw chce okupować Ukrainę, a dopiero potem skieruje [wojska - red.] gdzieś dalej. On może zrobić jedno i drugie jednocześnie.
Prezydent Ukrainy wprost powiązał niedawne incydenty – pojawienie się rosyjskich dronów w polskiej przestrzeni powietrznej oraz tajemnicze loty w rejonach lotnisk w Kopenhadze, Monachium i Brukseli – z desperacją Kremla. To klasyczna wojna hybrydowa, której celem jest destabilizacja Europy i testowanie granic wytrzymałości NATO. Te prowokacje Kremla mają pokazać, że Rosja wciąż jest w grze i potrafi uderzyć daleko poza polem bitwy.
Drony nad Polską to tylko test? Lista potencjalnych celów Putina
Czy tajemnicze drony rosyjskie nad Polską i europejskimi lotniskami to tylko przypadkowe incydenty? Analitycy nie mają wątpliwości – to celowe "sondowanie terenu" i sprawdzanie, jak daleko może posunąć się Kreml, zanim NATO zareaguje. Każda taka prowokacja to test czerwonych linii i badanie czujności Zachodu. To nie przypadek, że te działania skupiają się na państwach frontowych.
Na nieoficjalnej liście potencjalnych celów Putina od dawna znajdują się kraje bałtyckie, których przynależność do NATO jest solą w oku Kremla. Atak hybrydowy lub ograniczona operacja militarna mogłyby być próbą rozbicia jedności Sojuszu i sprawdzenia, czy artykuł 5 zadziała w praktyce. Równie zagrożona jest Mołdawia z jej separatystycznym Naddniestrzem, które od lat jest rosyjskim przyczółkiem. Dla Putina, który potrzebuje sukcesu za wszelką cenę, nawet niewielka, ale szybka "zwycięska wojenka" mogłaby być propagandowym tlenem.
x.com/Polska_Zbrojna; Instagram.com/zelenskiy_official
Piekło pod Pokrowskiem. "Kulminacja rosyjskich wysiłków, aby zdobyć cokolwiek"
Dlaczego Putin miałby ryzykować wojnę z NATO? Odpowiedź leży w błocie i krwi pod Pokrowskiem, gdzie marzenia Kremla o wielkim zwycięstwie zamieniły się w maszynkę do mielenia własnych żołnierzy. Rzucenie na ten odcinek 170 tys. ludzi to według analityka Mykoły Bielieskowa "kulminacja rosyjskich wysiłków, aby w tym roku zdobyć przynajmniej cokolwiek". To bitwa o honor i próba zatuszowania porażki kolejnego roku wojny.
Zapomnijcie o obrazkach z 2022 roku. Dziś wojna to nie starcia potężnych czołgów, a polowanie. Tanie, zabójczo skuteczne drony FPV zamieniły pole bitwy w strefę śmierci szeroką na kilkadziesiąt kilometrów, gdzie każdy pojazd opancerzony jest tylko łatwym celem. W takich warunkach ofensywy prowadzi się pieszo, a front porusza się tak szybko, jak może iść człowiek. To właśnie ten impas rodzi frustrację na Kremlu i może popchnąć Putina do szalonych decyzji.
Patrioty i "konstruktywne" rozmowy z Trumpem. Zełenski gra o wszystko
W obliczu rosnącego zagrożenia, Wołodymyr Zełenski zintensyfikował działania dyplomatyczne. Jego głównym celem jest wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej. Prezydent chce zamówić 27 amerykańskich systemów Patriot, ale zanim do tego dojdzie, apeluje do europejskich sojuszników o czasowe użyczenie posiadanych baterii. To wyścig z czasem, bo każdy rosyjski atak na infrastrukturę przybliża Ukrainę do katastrofy.
Jednocześnie Zełenski musi dbać o relacje z kluczowymi partnerami, w tym z USA. Pytany o swoje stosunki z Donaldem Trumpem, określił je jako "normalne" i "konstruktywne", dementując doniesienia o naciskach na ustępstwa wobec Rosji. Podkreślił, że w przekonaniu Trumpa do dalszego wsparcia Ukrainy dużą rolę odegrał brytyjski król Karol III.
Przyjaźń z Rosją nie jest rozwiązaniem dla Ameryki. Pod względem wartości Ukraina jest znacznie bliższa Stanom Zjednoczonym niż Rosja.
Ostrzeżenie Zełenskiego to zimny prysznic dla pogrążonej w letargu Europy. Bo jeśli Putin, zapędzony w kozi róg, uzna, że Zachód blefuje, następny pożar może wybuchnąć znacznie bliżej naszych granic. A wtedy obudzimy się w zupełnie innej, znacznie straszniejszej rzeczywistości.