Poniedziałkowa sesja rady miejskiej w Legnicy 27 października 2025 roku, która miała dotyczyć podwyżek dla rodzin zastępczych i nocnej prohibicji, zamieniła się w polityczny teatr z wielkimi emocjami w roli głównej. Gdy stało się jasne, że zdjęty ze ściany krzyż nie wróci na swoje miejsce, na scenę wkroczył krucyfiks wyciągnięty zza pazuchy, a salę obrad wypełnił gromki śpiew "Roty". To nie były spokojne obrady.
Zaczęło się od pustej ściany. O co poszło w Legnicy?
Iskrą, która rozpaliła polityczną awanturę, była pusta ściana w sali obrad Urzędu Miasta w Legnicy. W sierpniu, po zakończeniu remontu, nie powieszono na niej krzyża, który wisiał tam nieprzerwanie od lat 90. Dla części radnych i mieszkańców był to symboliczny akt, którego nie zamierzali puścić płazem.
Stanowisko prezydenta miasta było jednak jednoznaczne. We wrześniu Maciej Kupaj, odpowiadając na interpelację radnych Prawa i Sprawiedliwości, zapowiedział, że nie planuje ponownego umieszczenia krzyża. Swoją decyzję argumentował konstytucyjną zasadą neutralności światopoglądowej państwa. Jak się okazało, dla środowisk prawicowych było to niczym dolewanie oliwy do ognia, a poniedziałkowa sesja stała się polem bitwy.
Maciej Kupaj, Prezydent Miasta Legnica / Fot. um.bip.legnica.eu
"Lewactwo! Gorsi od komunistów!". Awantura na sesji
Jeszcze zanim radni zdążyli otworzyć teczki z dokumentami, w sali obrad było już gęsto od emocji i transparentów. Do urzędu miasta przybyło kilkadziesiąt osób, w tym mieszkańcy Legnicy oraz przyjezdni z Lubina, uzbrojeni w hasła: "W obronie krzyża", "Tu jest Polska" czy "Nie ściągnę krzyża z mojej ściany, bo na tym krzyżu wisi mój Jezus Chrystus ukochany". Wśród protestujących widać było m.in. baner Klubu Gazety Polskiej.
Prawdziwe piekło rozpętało się, gdy radni odrzucili wniosek szefa klubu PiS, Rafała Rajczakowskiego, by pozwolić protestującym zabrać głos na początku sesji. Decyzja większości spotkała się z furią zgromadzonych na sali. Z ich strony posypały się okrzyki i wyzwiska.
Komuno wróć! Hańba! Tylko pieniądze was interesują! Na sądzie ostatecznym i tak wam te pieniądze nie pomogą.
Wiceprzewodniczący Tomasz Tamioła kilkukrotnie przerywał obrady, jednak każda przerwa była kwitowana przez tłum okrzykami, że "szczury uciekają". W pewnym momencie cała sala, na czele z radnymi PiS, odśpiewała gromko "Rotę" – pieśń-manifest, która stała się wyrazem buntu przeciwko decyzji władz miasta. Ustalenie samego porządku obrad zajęło ponad dwie godziny.
Radny PiS wyciąga asa z rękawa. A raczej krzyż zza pazuchy
Kulminacja politycznego spektaklu nastąpiła po jednym z przegranych głosowań. Wtedy na pierwszy plan wysunął się radny Prawa i Sprawiedliwości, Adam Wierzbicki. Nie mogąc pogodzić się z decyzją rady, podszedł do stołu prezydialnego, wyciągnął zza pazuchy własny, niemal metrowy krucyfiks, który wyglądał, jakby właśnie opuścił kościelny magazyn, i z impetem postawił go na blacie. Jego gest nagrodzono gromkimi brawami.
To jednak nie był koniec. Adam Wierzbicki odczytał apel radnych II kadencji, fundatorów krzyża z lat 90., a następnie złożył osobistą deklarację. Zapowiedział, że jego prywatny krzyż będzie mu towarzyszył podczas każdej kolejnej sesji.
Krzyż zawsze był bliski mojemu sercu. Tyle lat był w sali obrad, więc będzie nadal, tylko w innym miejscu, obok mnie na stole. Jestem katolikiem i nigdy się tej wiary nie wyrzeknę. Tak mi dopomóż Bóg.
Teatr dla jednej kamery? TV Republika na żywo, a w tle realne problemy mieszkańców
Trudno oprzeć się wrażeniu, że cała awantura o krzyż była starannie wyreżyserowanym spektaklem. Całe zdarzenie było relacjonowane na żywo przez TV Republika, a jeden z dziennikarzy stacji w pewnym momencie zablokował drogę prezydentowi Kupajowi, głośno sugerując, że został przez niego uderzony. Wygląda na to, że wydarzenie od początku miało być medialnym show.
Lokalny spór szybko zyskał też wymiar ogólnopolski. Protestujących wsparła w internecie europosłanka Beata Kempa, która w swoim wpisie porównała sytuację w Legnicy do "mrocznych czasów komunizmu" i stwierdziła, że "z Panem Bogiem jeszcze nikt nie wygrał", a ci, którzy próbowali zdejmować krzyż w Sejmie, "sięgnęli życiowego dna".
Podczas gdy polityczny teatr trwał w najlepsze, na swoją kolej do zabrania głosu w punkcie "Sprawy różne" czekali inni mieszkańcy – zaniepokojeni przyszłością miejskiego targowiska oraz działacze partii Razem z petycją przeciwko likwidacji filii domu kultury, pod którą podpisało się 700 osób. Ich problemy musiały jednak poczekać, aż ucichnie śpiew "Roty".
Prezydent mówi o groźbach, a PiS o obronie wartości
Po burzliwych obradach głos zabrał prezydent Maciej Kupaj. W wydanym oświadczeniu nie krył oburzenia zachowaniem protestujących. Mówił o aktach agresji, nawoływaniu do nienawiści i groźbach, które mają zostać zgłoszone organom ścigania.
Ubolewam, że osoby obecne na sesji, utrudniały prowadzenie obrad, krzycząc i obrażając mnie oraz radnych. Takie zachowanie stoi w sprzeczności z zasadami dialogu obywatelskiego i szacunku dla instytucji samorządowych. Nie będziemy obojętni wobec aktów agresji i nawoływania do nienawiści. Jednocześnie oświadczam, że wszystkie groźby pod adresem moim i mojej rodziny zostaną przekazane odpowiednim organom.
W legnickim ratuszu spór o pustą ścianę na kilka godzin sparaliżował pracę samorządu. Choć radny PiS zapowiada, że z własnym krucyfiksem nie zamierza się rozstawać, a jego zwolennicy nie składają broni, jedno jest pewne: w poniedziałek walka o symboliczne wartości wygrała z prozą życia. Problemy targowiska i domu kultury okazały się znacznie mniej medialne niż krucyfiks wyciągnięty zza pazuchy.