Podczas gdy oczy świata zwrócone są na inne konflikty, tuż za naszą granicą Rosja przeprowadziła demonstrację siły, która mrozi krew w żyłach. Wystrzał hipersonicznego pocisku Cyrkon podczas manewrów Zapad to nie tylko test nowej broni. To starannie wyreżyserowany spektakl strachu, którego adresatem jest cały Zachód.
Rosja odpala "cudowną broń". Ten pokaz siły ma jeden, jasny cel
Kreml nie czekał na specjalną okazję. W trakcie trwających właśnie strategicznych ćwiczeń wojskowych Zapad 2025, tuż przy granicy z NATO, rosyjskie siły odpaliły swój najnowszy i najbardziej przerażający nabytek. To nie były kolejne rutynowe manewry wojskowe. Wystrzał pocisku hipersonicznego Cyrkon był głównym punktem programu, zaplanowanym tak, by nikt na świecie nie miał wątpliwości co do jego znaczenia.
Tegoroczne manewry są jednak jednymi z najbardziej ograniczonych w historii – na Białorusi pojawiło się zaledwie około 2 tysięcy rosyjskich żołnierzy w porównaniu do 30 tysięcy w poprzednich latach. Właśnie dlatego ten jeden pokazowy wystrzał ma tak ogromne znaczenie. To czysto polityczna i symboliczna demonstracja siły, która ma zrekompensować znacznie mniejszą skalę ćwiczeń i wysłać jasny sygnał: Rosja, choć uwikłana w wojnę w Ukrainie, wciąż posiada broń, przed którą Zachód ma drżeć.

"Cudowna broń" Putina ma poważne wady? Ukraińcy zbadali szczątki i obnażają prawdę
Pocisk Cyrkon to prawdziwa duma Władimira Putina i straszak na Zachód. W rosyjskiej propagandzie przedstawiany jest jako broń ostateczna: prędkość do 9 machów, zasięg ponad 1000 kilometrów i zdolność do manewrowania, która czyni go rzekomo niemożliwym do przechwycenia. To broń, która miała dać Kremlowi przewagę nad całym NATO.
Jednak bajka o niepokonanej broni zaczyna się sypać, a dziury w tej narracji obnażyli Ukraińcy. Ukraińska obrona powietrzna już dwukrotnie zestrzeliła te "niepowstrzymane" rakiety nad Kijowem. Co więcej, przeprowadzona przez ekspertów analiza pocisku Cyrkon na podstawie jego szczątków rzuca na niego zupełnie nowe, druzgocące dla Rosjan światło.
Dyrektor kijowskiego laboratorium badawczego,Andrij Kulczycki, w rozmowie z portalem Defense Express nie zostawił na rosyjskiej technologii suchej nitki. Jego słowa to cios w samo serce propagandy Kremla.
Wszystko, co mu przypisywano, wszystkie jego "super" i "hiper" cechy, to tylko słowa, a w rzeczywistości rakieta ta jest wciąż daleko od (zgodnego z założeniami Rosjan - red.) użycia bojowego. Lata w złym kierunku i nie wykonuje zadań, do których została stworzona.
Jakby tego było mało, analiza wykazała, że głowica Cyrkon* zawiera zaledwie 40 kg materiału wybuchowego. To niemal symboliczna ilość w porównaniu do potężnych głowic rosyjskich rakiet Ch-101 czy Ch-22, które ważą od 400 do 900 kg. Również mityczny zasięg okazał się fikcją – ukraińskie ustalenia wskazują, że zasięg Cyrkon to nie więcej niż 700 km, a nie ponad 1000, jak chwaliła się Moskwa.