Miała być wielka impreza, a jest potężna awantura. Rodeo w Gliwicach odwołano tuż przed startem, co wywołało furię organizatorów i radość obrońców praw zwierząt. Ale nikt nie spodziewał się, co na ten temat powie Jarosław Kaczyński, znany miłośnik ujeżdżania byków. Jego słowa wprawiły wszystkich w osłupienie.
Awantura w Gliwicach. "Największe rodeo w Europie" odwołane na ostatniej prostej
W Gliwicach szykowała się impreza, jakiej Polska jeszcze nie widziała. American Rodeo Polska, reklamowane od miesięcy jako "najniebezpieczniejszy sport na świecie", miało ściągnąć do PreZero Areny tysiące fanów ujeżdżania byków i adrenaliny. Bilety, w cenach sięgających 450 złotych, sprzedawały się od lutego.
Jednak na kilka dni przed imprezą marzenia legły w gruzach. Miasto Gliwice w ostatniej chwili odmówiło zgody na organizację imprezy masowej. Organizatorzy grzmią o skandalu, a obrońcy praw zwierząt odetchnęli z ulgą. Rozpętała się prawdziwa medialna burza.
Prezydent miasta mówi "nie". Poszło o cierpienie zwierząt i bezpieczeństwo
Za decyzją o zablokowaniu rodeo stała żelazna konsekwencja prezydent Gliwic, Katarzyny Kuczyńskiej-Budki, znanej z zaangażowania w prawa zwierząt. W oficjalnym oświadczeniu nie pozostawiła wątpliwości co do swoich intencji. Już w maju 2025 roku pisała w mediach społecznościowych:
Jako prezydent Gliwic, a także jako osoba zaangażowana w ochronę praw zwierząt zdecydowanie sprzeciwiam się wszelkim formom wykorzystywania zwierząt do celów rozrywkowych, szczególnie wówczas, gdy może to narażać je na stres, cierpienie bądź krzywdę.
Głos prezydentki wzmocniły protesty aktywistów z Akcja Demokracja, którzy bez ogródek opisywali, na czym polega widowisko.
Rodeo to nie widowisko sportowe, lecz pokaz okrucieństwa człowieka wobec zwierząt. (...) Używa się ostróg, pasków uciskowych, elektrycznych poganiaczy, ostrych narzędzi...
Słowa prezydentki to jedno, ale urzędnicy wyciągnęli też ciężkie działa prawne. Ich zdaniem organizatorzy łamali dwie kluczowe ustawy. Po pierwsze, ustawa o ochronie zwierząt jasno mówi, że zwierzęta w celach rozrywkowych mogą być prezentowane w stadninach czy cyrkach, a hala sportowa takim miejscem nie jest. Po drugie, zarzucono naruszenie ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, argumentując, że w razie paniki byka, ludzie na płycie areny nie mieliby gdzie uciec.

Organizatorzy grzmią o skandalu. "Decyzja była działaniem celowym"
Organizatorzy nie kryją wściekłości. W ostrym oświadczeniu oskarżyli władze miasta o celowe działanie na ich szkodę i uleganie "wąskiej grupie lobbującej spoza Gliwic". Podkreślili, że sprawa wcale nie jest czarno-biała, bo mieli wszystkie niezbędne zgody i pozytywne opinie.
Wszystkie służby - Policja, Państwowa Straż Pożarna, Sanepid, Główny Inspektorat Weterynarii, Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe - wydały pozytywne opinie.
Ich zdaniem decyzja wydana w piątek wieczorem, tuż przed weekendem, była "działaniem celowym", które uniemożliwiło im skuteczne odwołanie się. Jak tłumaczyli, procedura w Samorządowym Kolegium Odwoławczym trwałaby zbyt długo, a "zwierzęta potrzebują dni na dojazd i adaptację", przez co zawodnicy z zagranicy musieli podjąć decyzję o wycofaniu się. Organizatorzy zapowiedzieli walkę o odszkodowanie.
Nagle wchodzi Kaczyński, cały na biało. "Bywają złe rodea"
I gdy wydawało się, że awantura o rodeo pozostanie lokalnym sporem, na scenę wkroczył niespodziewany komentator – sam Jarosław Kaczyński. Pytanie było nieprzypadkowe, bo prezes PiS od lat publicznie przyznawał, że uwielbia tę rozrywkę. "Bardzo lubię oglądać **rodeo**, ujeżdżanie byków. Bardzo mnie to bawi" – mówił przed laty.
Dlatego jego wtorkowe słowa brzmią jak polityczna wolta. Zapytany o odwołaną imprezę, wypalił krótko: "To bardzo dobrze". Chwilę później, ku zdumieniu wszystkich, dodał swoje uzasadnienie.
Może nie uwielbiam. Nie wiem jakie to rodeo jest, jeśli klasyczne, to nie wiem dlaczego to zrobiono. Ale bywają też złe rodea. Wszystkie sporty ze zwierzętami są, biorąc pod uwagę sympatię i empatię wobec zwierząt, wątpliwe.
Czyżby wielbiciel ujeżdżania byków nagle zmienił front i dołączył do obrońców praw zwierząt? A może to tylko polityczna gra? Jedno jest pewne – w tej awanturze nikt już niczego nie może być pewien.