Mistrzostwa świata w boksie jeszcze na dobre się nie zaczęły, a już wybuchł gigantyczny skandal. Cała kobieca reprezentacja Francji została wykluczona z zawodów w Liverpoolu. Powód wydaje się absurdalny i pokazuje, jak bezduszne przepisy mogą w jednej chwili zniszczyć lata ciężkiej pracy i sportowe marzenia.
Francuskie pięściarki wyrzucone z MŚ. Powodem absurdalny przepis
Szokująca informacja z Liverpoolu obiegła sportowy świat. Cała pięcioosobowa żeńska reprezentacja Francji w boksie została wyrzucona z mistrzostw świata. Zamiast walczyć o medale, Romane Moulai (-48 kg), Wassila Lkhadiri (-51 kg), Melissa Bounoua (-54 kg), Sthelyne Grosy (-57 kg) i Maelys Richol (-65 kg) muszą wracać do domu. Dla nich to koniec marzeń, o które walczyły latami. Wszystko rozbiło się o nowe zasady wprowadzone przez organizację World Boxing, która wymaga od wszystkich zawodniczek przedstawienia wyników obowiązkowych testów płci.
Biurokratyczna pętla bez wyjścia. Prawo we Francji okazało się bezlitosne
Okazało się, że francuskie pięściarki wpadły w biurokratyczną pułapkę. Zakaz testów płci we Francji, zapisany m.in. w ustawie o bioetyce, kategorycznie zabrania przeprowadzania tego typu badań. Jak orzekło tamtejsze ministerstwo sportu, "badania konstytucyjnych cech genetycznych danej osoby mogą być przeprowadzane wyłącznie w celach medycznych".
Przepis ten, choć w zamyśle chroniący prywatność, stał się gwoździem do trumny dla sportowych ambicji bokserek. Organizatorzy odesłali Francuzki do laboratorium w Anglii, zapewniając, że wyniki dotrą na czas. Niestety, machina biurokracji okazała się bezlitosna. Mimo zapewnień, laboratorium nie dostarczyło wyników na czas, a termin rejestracji minął, co oznaczało automatyczne wykluczenie z mistrzostw świata.
Imane Khelif / Fot. instagram.com/imane_khelif_10
Kontrowersje wokół testów płci to nie nowość. W tle głośny skandal z igrzysk
Cała afera z Francuzkami to pokłosie chaosu, który od dawna trawi kobiecy boks. Nowe przepisy są odpowiedzią na skandale, które rozgrzewały opinię publiczną, zwłaszcza podczas ostatnich igrzysk w Paryżu. Chodzi o głośne przypadki Algierki Imane Khelif i Tajwanki Lin Yu-ting. Obie zawodniczki nie przeszły testów płci przed MŚ 2023, a MKOl i tak dopuścił je do startu w igrzyskach, gdzie zdobyły złote medale. Co istotne dla polskich kibiców, Lin Yu-ting w olimpijskim finale pokonała naszą Julię Szeremetę. Ich również zabraknie w Liverpoolu – Khelif odmówiła poddania się badaniom, a federacja Lin twierdzi, że wysłała dokumenty, ale nie doczekała się odpowiedzi.
Julia Szeremeta / Fot. AKPA
Federacja bezradna, zawodniczki załamane. "To katastrofalne i niesprawiedliwe"
Francuska federacja boksu winą za całą sytuację obarcza organizatorów i polecone przez nich laboratorium. W mocnym oświadczeniu nie kryje żalu i poczucia niesprawiedliwości, podkreślając, że zrobiła wszystko, by sprostać wymaganiom:
Mimo wielokrotnych zapewnień ze strony World Boxing, zarekomendowane nam laboratorium nie było w stanie dostarczyć wyników badań na czas. W konsekwencji nasze zawodniczki, podobnie jak inne pięściarki z zagranicznych ekip, które również znalazły się w tej pułapce, zostały wykluczone z rywalizacji. To zakłócenie, które wyrządza poważną szkodę naszym zawodniczkom, w żadnym wypadku nie jest winą federacji. Wręcz przeciwnie, od samego początku podejmowaliśmy działania, by sprostać wymaganiom World Boxing, ufając jej zobowiązaniom.
Najlepiej dramat sportsmenek oddają jednak słowa jednej z wykluczonych, Maelys Richol. Jej komentarz jest bolesnym podsumowaniem absurdu, w którym sportowe ambicje rozbiły się o mur niekompetencji.
Po całym roku ciężkiej pracy zostałyśmy odrzucone nie z powodów sportowych, ale przez katastrofalne i niesprawiedliwe zarządzanie. To niezwykle trudne do zaakceptowania.