Karol Nawrocki ledwo zdążył rozgościć się w Pałacu Prezydenckim, a już zaliczył pierwszą międzynarodową wpadkę. Jego wizyta w Białym Domu i rozmowa z Donaldem Trumpem stały się pożywką dla ekspertów, którzy nie zostawiają na jego angielskim suchej nitki. Padło bolesne porównanie do Andrzeja Dudy, które dla nowego prezydenta jest miażdżącą krytyką.
Nawrocki w ogniu krytyki. Błędy, które wyłapał cały świat
Sceneria była niezwykle podniosła. Gabinet Owalny w Białym Domu, spotkanie z przywódcą USA, a w tle spektakularny pokaz myśliwców F-16 i F-35 nad Waszyngtonem. Jednym z głównych punktów wizyty było uhonorowanie majora Krakowiana, polskiego pilota F-16, który zginął tragicznie podczas przygotowań do pokazów w Radomiu. Prezydent Karol Nawrocki chciał oddać mu hołd. I wtedy się zaczęło.
Próbując opowiedzieć o zmarłym pilocie, prezydent Polski popełnił fatalny błąd językowy. Mówiąc o rodzinie majora, Karol Nawrocki stwierdził: "He lost two children". W języku angielskim oznacza to, że pilot "zgubił dwoje dzieci" lub że dzieci zmarły. Tymczasem prawidłowa forma "he left two children" (zostawił dwoje dzieci) całkowicie zmienia sens wypowiedzi. Drobny błąd, a efekt był makabryczny.
To jednak nie był koniec. Katastrofę F-16 w Radomiu prezydent Nawrocki określił mianem "wielkiej tragedii", co również w uszach anglojęzycznych słuchaczy mogło zabrzmieć niezręcznie i nieadekwatnie. Niezręczność sytuacji była tak wielka, że interweniować poczuł się zmuszony sam Donald Trump. Rzucił naprędce, że zmarły pilot był legendą, próbując ratować atmosferę spotkania. "On był legendarnym pilotem w Polsce" – rzucił amerykański prezydent, co tylko uwypukliło językową wpadkę Nawrockiego.

Ekspert nie ma wątpliwości: "Z jego angielskim jest gorzej niż u Dudy"
Na błędy prezydenta natychmiast zwrócił uwagę komentator Mateusz Durlik. Jego ocena jest bezlitosna i stawia kompetencje językowe nowego prezydenta w fatalnym świetle. Durlik nie zawahał się użyć porównania, które dla każdego polskiego polityka jest jak policzek.
Z angielskim Karola Nawrockiego jest jeszcze gorzej niż u Andrzeja Dudy. Nie dość, że duka każde słowo, to jeszcze wali rażące błędy. Wstyd, gdy ktoś taki ma reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej.
Porównanie do Andrzeja Dudy jest szczególnie bolesne. Angielski poprzedniego prezydenta przez lata był obiektem żartów i memów, a jego wystąpienia często określano jako komunikatywne, ale dalekie od ideału. Stwierdzenie, że angielski Nawrockiego jest "jeszcze gorszy", ustawia poprzeczkę tak nisko, że trudno o bardziej druzgocącą recenzję. To nie jest zwykła krytyka, to sugestia kompletnej kompromitacji wizerunkowej.
Wstyd na arenie międzynarodowej? Internet nie zostawił na prezydencie suchej nitki
Wpadka wizerunkowa wydarzyła się w niezwykle delikatnym momencie. Błędy językowe prezydenta stają się barierą, która nie tylko utrudnia dyplomację, ale i podważa wiarygodność Polski jako poważnego partnera. To językowa kurtyna, która może kosztować nasz kraj znacznie więcej niż tylko wstyd.
Internet nie czekał. Chwilę po publikacji nagrań sieć zalała fala memów, gorzkich komentarzy i porównań do językowych popisów poprzednika. Hasztagi związane z wizytą w Białym Domu szybko stały się synonimem wstydu, a internauci prześcigali się w dosadnym recenzowaniu dyplomatycznych umiejętności nowego prezydenta. Okazało się, że miażdżąca opinia Mateusza Durlika była tylko głosem tysięcy zażenowanych Polaków.