Spotkanie na szczycie w Białym Domu, kamery całego świata i... salwa śmiechu, gdy Donald Trump usiłował wymówić nazwisko Karola Nawrockiego. To, co wyglądało na typową językową wpadkę, w rzeczywistości może być mistrzowsko uknutym żartem, który ma drugie, zaskakujące dno. Prawdziwa historia kryje się w kampanijnym gadżecie polskiego prezydenta.
"Nałroki" w Białym Domu. Trump pyta: "Zrobiłem dobrą robotę?". Sala w śmiech
Atmosfera w Gabinecie Owalnym była podniosła. Karol Nawrocki, dla którego była to pierwsza wizyta w Białym Domu w roli głowy państwa, stanął ramię w ramię z Donaldem Trumpem. W tle poważne rozmowy o bezpieczeństwie, NATO i wsparciu dla Ukrainy, a nad głowami przelot myśliwców F-16 i F-35. Dyplomatyczny teatr na najwyższym poziomie. I wtedy właśnie prezydent USA postanowił dodać do scenariusza odrobinę pikanterii.
Trump zaczął od kurtuazyjnego "to wielka przyjemność gościć prezydenta Nawrockiego", ale gdy przyszło co do czego, z jego ust zamiast "Nawrocki" wydobyło się dźwięczne "Nałroki". Na sali zapanowała chwilowa konsternacja, która błyskawicznie przerodziła się w salwę śmiechu. Trump, w swoim stylu, ani myślał udawać, że nic się nie stało.
Zamiast się tłumaczyć, z szerokim uśmiechem zwrócił się do polskiego gościa i zapytał wprost:
Zrobiłem dobrą robotę? Chciałem zrobić, by to było perfekcyjnie. Czy mi się udało?
Karol Nawrocki zachował zimną krew. Zamiast go poprawiać, przytaknął z kamienną twarzą: "Tak, dobrze". Atmosfera się rozluźniła, ale najciekawsze miało dopiero wyjść na jaw.
To nie była wpadka? Zaskakujące drugie dno. Chodzi o "NowRocky"
Czy to na pewno była tylko pomyłka? Okazuje się, że wymowa "Nałroki" brzmi niemal identycznie jak... hasło z kampanii prezydenckiej Nawrockiego. Jego sztab, inspirując się amerykańskimi wzorcami i hasłem Trumpa "Make America Great Again", wypuścił serię gadżetów z napisem "NowRocky". To oczywiste nawiązanie do filmowego boksera, Rocky'ego Balboa, miało przedstawiać kandydata jako nieustępliwego wojownika. W kampanijnym sklepiku można było nawet kupić kubek ze zdjęciem Nawrockiego w rękawicach bokserskich.

Co więcej, prezydent USA nie krył, że bacznie obserwował polską politykę i kibicował Nawrockiemu.
To był bardzo, bardzo ostry wyścig. I pokonał ich wszystkich, pokonał ich wszystkich bardzo łatwo. A teraz staje się coraz bardziej popularny. Naprawdę świetnie sobie radzi, to prawdziwy zaszczyt, że też go poparłem, więc jestem z tego dumny.
Taka znajomość szczegółów kampanii sprawia, że teoria o celowym "Nałroki" nabiera rumieńców.
Zbieg okoliczności czy mistrzowska gra? Trump pokazał klasę
Oczywiście, język polski dla Amerykanów to istny tor przeszkód. Nazwiska takie jak "Nawrocki" to gwarancja językowego potknięcia. Zbitka "wr" i "ck" to dla anglojęzycznych ust koszmar, więc fonetyczna pomyłka była więcej niż prawdopodobna. Pytanie brzmi: czy Trump, znany z zamiłowania do show i budowania relacji, nie wykorzystał tej okazji do puszczenia oka w stronę polskiej delegacji?
Niezależnie od intencji, Donald Trump osiągnął jedno: pokazał, że odrobił lekcję z polskiej polityki, a cała sytuacja zamiast dyplomatycznej gafy stała się anegdotą, która idealnie wpisała się w marketingową narrację polskiego prezydenta. A w dyplomacji takie gesty znaczą więcej niż tysiąc oficjalnych komunikatów.