Bąkiewicz z zarzutami. Do granicy nie podejdzie nawet na kilometr. PiS grzmi: "Represje"

Bąkiewicz z zarzutami. Do granicy nie podejdzie nawet na kilometr. PiS grzmi: "Represje"

Bąkiewicz z zarzutami. Do granicy nie podejdzie nawet na kilometr. PiS grzmi: "Represje"

instagram.com/robert.bakiewicz; AKPA

Robert Bąkiewicz usłyszał zarzut znieważenia funkcjonariuszy z art. 226 § 1 Kodeksu karnego po incydencie z 29 czerwca 2025 roku na moście granicznym w Słubicach. Prokuratura nałożyła na niego dozór policyjny, obowiązek zgłaszania wyjazdów i zakaz podchodzenia do polsko-niemieckich przejść granicznych na mniej niż kilometr. Politycy PiS mówią o "skandalu" i "represjach politycznych", a sam Bąkiewicz nazywa sprawę "polityczną hucpą". Grozi mu do roku więzienia, a przy kwalifikacji czynu jako chuligański – nawet do półtora roku.

Reklama

Zakaz podejścia do granicy. Co dokładnie postanowiła prokuratura

18 sierpnia 2025 roku w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim Robert Bąkiewicz usłyszał nie tylko zarzuty, ale też poznał listę dotkliwych środków zapobiegawczych. Nałożono na niego dozór policji, w ramach którego musi meldować się na komisariacie dwa razy w tygodniu. Dostał także obowiązek informowania o każdym opuszczeniu miejsca pobytu i o powrocie. Najpoważniejszy jest jednak zakaz zbliżania się do wszystkich przejść granicznych na całej granicy z Niemcami na odległość mniejszą niż jeden kilometr. To w praktyce odcina go od terenu jego dotychczasowej aktywności.

Podstawą zarzutów jest art. 226 § 1 k.k., czyli znieważenie funkcjonariusza. Według prokuratury czyn nosi znamiona chuligańskiego, co automatycznie podnosi górną granicę kary do półtora roku więzienia. Za złamanie zakazu grożą mu jeszcze surowsze środki, z wnioskiem o areszt włącznie.

Reklama

Na wezwanie stawił się w charakterze podejrzanego Robert B. Prokurator wykonywał czynności wymienione w poleceniu prokurator regionalnej w Szczecinie, a mianowicie przedstawił zarzut B. i przesłuchał go w charakterze podejrzanego, a po przesłuchaniu zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze.

– poinformowała rzeczniczka prokuratury Mariola Wojciechowska-Grześkowiak.

"Zdrajcy" na moście w Słubicach. O co jest zarzut

Wszystko zaczęło się 29 czerwca 2025 roku w rejonie przejścia granicznego w Słubicach. Według śledczych, to właśnie tam Robert Bąkiewicz miał publicznie i w sposób "rażąco lekceważący dla porządku prawnego" znieważyć dwoje funkcjonariuszy Straży Granicznej i dwie funkcjonariuszki Żandarmerii Wojskowej podczas wykonywania przez nich czynności służbowych.

Reklama

Bąkiewicz publicznie, w sposób rażąco lekceważący dla porządku prawnego, znieważył funkcjonariuszy podczas wykonywania czynności służbowych, nazywając ich "zdrajcami".

Z zeznań funkcjonariuszy wynika, że miały paść jeszcze bardziej dosadne słowa:

Reklama

Jesteście zdrajcami i za to zostaniecie rozliczeni.

Sam Bąkiewicz nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień, co prokuratura formalnie odnotowała. Z kolei jego obrońca, mec. Krzysztof Wąsowski, podważa podstawy oskarżenia.

Reklama

Pan Robert Bąkiewicz usłyszał dzisiaj zarzut w prokuraturze polegający na rzekomym znieważeniu funkcjonariusza. Jak się dowiedzieliśmy, miało to być znieważenie słowne, dokładnie jednym słowem. Problem polega na tym, że pan Robert Bąkiewicz takiego słowa nie wypowiedział, natomiast ono zostało usłyszane przez jednego z funkcjonariuszy, który uznał, że to jest słowo od pana Roberta Bąkiewicza skierowane do niego.

Za zarzucany czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub do półtora roku więzienia.

Reklama

Robert Bąkiewicz i osoby z Ruchu Obrony Granic instagram.com/robert.bakiewicz

Bąkiewicz mówi o "politycznej hucpie". Padają ostre słowa

Tymczasem po wyjściu z prokuratury Bąkiewicz nie szczędził ostrych słów, nazywając całą sprawę "nagonką" i "polityczną hucpą". Stwierdził, że "jest oczywiście czynnik polityczny", a on sam staje się celem ataków rządu. Z ironią pytał też, "dlaczego zarzutów nie postawiła mu prokuratura w Berlinie".

Mogę powiedzieć tylko tyle, że to w mojej ocenie polityczna hucpa, próba zastraszenia, próba dezorganizacji działań Ruchu Obrony Granic, działań antyimigracyjnych w Polsce. Donald Tusk i partia rządząca wspierają wszystkie działania i agendę polityczną, ideologiczną, multikulturalizmu, która jest rozprzestrzeniana przez Unię Europejską. My się na to nie zgadzamy.

Zakaz zbliżania się do granicy uznał za ostateczny dowód na intencje władz.

To, że oni każą mi się odsuwać na kilometr od granicy polsko-niemieckiej, jest to, niechybnym dowodem na to, jaki jest cel ich konkretnych działań. Ich działania są następujące - mamy milczeć, mamy mordy w kubeł wsadzić i nie bronić własnego narodu i własnej ojczyzny przed masową migracją.

Na koniec rzucił ostrzeżenie pod adresem śledczych:

Winni stawianych mi fałszywych oskarżeń poniosą konsekwencje.

PiS na kontrze: "Skandal" i "represje polityczne"

Niemal natychmiast w obronie Bąkiewicza stanęli czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości. Były minister obrony Mariusz Błaszczak określił sytuację jako "wielki skandal" i "represje polityczne". W jego ocenie działania prokuratury to "ewidentnie polityczna próba sparaliżowania Ruchu Obrony Granic".

Wtórował mu poseł Zbigniew Kuźmiuk, który zasugerował, że śledczy działali pod naciskiem.

Stanowisko polityków opozycji jest jasne: Bąkiewicz jest ofiarą systemu, który karze go za nagłaśnianie problemu nielegalnej migracji na zachodniej granicy.

Robert Bąkiewicz w okularach przeciwsłonecznych x.com/RBakiewicz

Kim jest Bąkiewicz i co robi Ruch Obrony Granic

Robert Bąkiewicz to działacz środowisk narodowych, znany z organizacji Marszu Niepodległości, a ostatnio założyciel Ruchu Obrony Granic. Inicjatywa ta organizuje tzw. patrole obywatelskie na granicy polsko-niemieckiej. Jak sam ją opisuje, jej celem jest "obrona Polski przed masową migracją i zagrożeniami z nią związanymi".

Działalność inicjatywy budziła skrajne emocje i szerokie komentarze polityczne, stając się jednym z gorących tematów w debacie publicznej na temat bezpieczeństwa i polityki migracyjnej.

Co dalej: możliwe scenariusze i stawka

Przed Bąkiewiczem teraz zapoznanie się z aktami sprawy i ewentualne złożenie wyjaśnień. Jego obrońcy najpewniej zaskarżą do sądu zastosowane środki zapobiegawcze, w tym przede wszystkim zakaz zbliżania się do granicy. Jeśli prokuratura utrzyma zarzuty, sprawa trafi na wokandę.

Stawka jest wysoka, nie tylko procesowo. Bąkiewiczowi grozi kara do półtora roku więzienia, a za złamanie zakazu nawet tymczasowy areszt. Politycznie sprawa stała się już paliwem dla sporu o migrację i bezpieczeństwo granicy polsko-niemieckiej, jeszcze bardziej podbijając i tak wysoką polaryzację.

Źródło: instagram.com/sekcjagimnastyczna/
Reklama
Reklama