Miało być wielkie święto i salut dla nowego prezydenta, a wyszedł skandal i upokorzenie na oczach całej Polski. Metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski chciał przypodobać się nowej władzy i nakazał, by na cześć Karola Nawrockiego zabił słynny Dzwon Zygmunta. Dzwonnicy mieli jednak inne plany. W ramach cichego buntu zbuntowali się przeciwko woli potężnego hierarchy, odmawiając wykonania polecenia.
Wielka feta, która nie wypaliła. Jędraszewski chciał dzwonić dla prezydenta
W środę 6 sierpnia odbyło się zaprzysiężenie prezydenta Karola Nawrockiego. Kandydat PiS pokonał w drugiej turze Rafała Trzaskowskiego, zdobywając zaledwie 50,89% głosów, co od początku zwiastowało napiętą kadencję. W tym samym czasie w Krakowie, metropolita abp Marek Jędraszewski przygotował dla niego specjalny prezent. Zdecydował, że w chwili zaprzysiężenia na Wawelu wybrzmi Dzwon Zygmunta, zarezerwowany dla najważniejszych chwil dla narodu.
To gest o potężnej symbolice. 12-tonowy Zygmunt bije tylko podczas największych świąt państwowych i kościelnych lub w chwilach absolutnie przełomowych dla Polski. Nigdy wcześniej nie dzwonił z okazji zaprzysiężenia prezydenta. Decyzja hierarchy została natychmiast odebrana jako próba przypodobania się nowej władzy. Sam arcybiskup nie ukrywał sympatii, przypominając, że Karol Nawrocki
(...) swoją drogę ku zwycięstwu zapoczątkował (...) modląc się w katedrze wawelskiej, także przy grobie swego wielkiego poprzednika - prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Plan arcybiskupa był prosty: potężny dźwięk Zygmunta miał być symbolicznym przypieczętowaniem sojuszu ołtarza z nową władzą. Coś jednak poszło spektakularnie nie tak.
Wiki Commons
Dzwonnicy powiedzieli "pas". Oficjalnie urlopy, nieoficjalnie bunt
W kluczowym momencie, gdy oczy całej Polski były zwrócone na Wawel, z wieży nie dobiegł żaden dźwięk. Dzwon Zygmunt nie zabił. Zapanowała konsternacja. Aby wprawić w ruch potężnego kolosa, potrzeba siły dwunastu mężczyzn. Na wezwanie metropolity stawiło się zaledwie dziesięciu. To było za mało, by bezpiecznie uruchomić dzwon.
Oficjalne tłumaczenie, które pospiesznie podała krakowska kuria, było prozaiczne: sezon urlopowy. Radio Kraków informowało, że "wielu dzwonników nie ma w Krakowie".
Nikt jednak nie uwierzył w ten oficjalny powód. Szybko wyszło na jaw, że prawdziwą przyczyną milczenia Zygmunta był cichy bunt dzwonników.
Jak donosiło Polskie Radio, powołując się na anonimowe źródła, wielu z nich uznało decyzję hierarchy za "motywowaną politycznie, z którą wewnętrznie się nie zgadzają". To był ich sposób, by powiedzieć "nie" wciąganiu narodowego symbolu w politykę. To był pierwszy taki przypadek w 500-letniej historii dzwonu.
facebook.com
"Kto nie przyszedł i dlaczego?" W kurii szykuje się polowanie na czarownice
Fiasko operacji "dzwon dla prezydenta" wywołało wściekłość w krakowskiej kurii. Gest nieposłuszeństwa wobec tak potężnej figury jak Marek Jędraszewski nie mógł pozostać bez odpowiedzi. Według informacji "Gazety Wyborczej", w pałacu biskupim już szykuje się wewnętrzne dochodzenie, które ma ustalić winnych kompromitacji.
Jeden z krakowskich duchownych, anonimowo komentując sprawę, nie pozostawił złudzeń:
Po tej wolcie na pewno rozpocznie się wewnętrzne śledztwo, kto nie przyszedł i dlaczego, spodziewam się nawet wyrzucenie niepokornych z tego honorowego gremium.
Wygląda na to, że za swój akt odwagi cywilnej dzwonnicy mogą zapłacić wysoką cenę. Jednak ich cichy protest już rozszedł się po całej Polsce, a jego echa okazały się znacznie głośniejsze niż planowany dźwięk dzwonu.
Symboliczny policzek dla władzy. Cisza głośniejsza niż dzwon
Przysięga prezydencka odbyła się, a Karol Nawrocki objął urząd, ale cień na uroczystości położyła właśnie cisza z wawelskiej wieży. Gest dzwonników to nie tylko techniczna wpadka. To potężny symboliczny p0liczek wymierzony zarówno nowej władzy, jak i próbującemu się jej przypodobać arcybiskupowi.
Podczas gdy na stronie katedry czytamy, że "dzwonienie jest traktowane jako posługa liturgiczna", abp Marek Jędraszewski próbował zamienić ją w posługę polityczną. Okazało się jednak, że cichy sprzeciw garstki wolontariuszy był głośniejszy niż najsłynniejszy dzwon w Polsce. Ich "nie" usłyszano w całym kraju.