Historia napisała się na naszych oczach. Iga Świątek w niewiarygodnym stylu wygrała Wimbledon, demolując w finale Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. To pierwszy taki wynik w finale tego turnieju od 114 lat. Historyczny triumf polskiej tenisistki, o którym mówi cały świat, zapisze się w annałach tenisa na zawsze.
Demolka na korcie centralnym. Finał trwał niecałą godzinę
To miała być zacięta walka o najbardziej prestiżowy tytuł w świecie tenisa. Zamiast tego, kibice na korcie centralnym w Londynie byli świadkami absolutnej deklasacji. Iga Świątek była bezwzględna, precyzyjna i zabójczo skuteczna. Cały finałowy mecz Igi Świątek z Amerykanką Amandą Anisimovą trwał zaledwie 57 minut. To był nokaut w najczystszej postaci, który wstrząsnął całym sportowym światem.
Wynik 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu to coś, co po prostu się nie zdarza. A jednak Iga Świątek Wimbledon zdobyła właśnie w taki sposób, dokonując rzeczy bezprecedensowej. Ostatni raz tak jednostronny finał na londyńskiej trawie miał miejsce 114 lat temu, w 1911 roku. W całej Open Erze nikt nigdy nie zdominował rywalki w ten sposób. To nie było zwycięstwo, to była egzekucja i pokaz siły, który przejdzie do legendy. Polka zdobyła 55 z 79 rozegranych punktów, kończąc dzieło zniszczenia w niecałą godzinę.
Po drugiej stronie siatki stała kompletnie zszokowana Amanda Anisimova. Dla Amerykanki był to pierwszy finał Wielkiego Szlema w karierze, ale zamiast święta tenisa, przeżyła prawdziwy koszmar. Była bezradna wobec siły uderzeń i taktycznej maestrii Polki, co potwierdzają statystyki – aż 28 niewymuszonych błędów. Komentatorzy na całym świecie byli w szoku.
4:0 w 18 minut dla Świątek z Anisimową. Trema nie jest zbyt przyjemna do oglądania.
- pisał na gorąco znany dziennikarz Christopher Clarey.

Eksperci w szoku. "Brak presji jej służy"
Skala zwycięstwa zaskoczyła nawet ekspertów, którzy od początku turnieju bacznie obserwowali rosnącą formę Polki. Były tenisista i finalista US Open w deblu, Marcin Matkowski, nie ukrywał swojego zdumienia, analizując postawę Igi na trawie.
Jestem bardzo zaskoczony. Nie spodziewałem się takich wyników. Brak presji o wyniki na Wimbledonie jej służy.
Matkowski już przed finałem zauważył kluczową zmianę w podejściu Świątek. Jego zdaniem Polka jest "dużo pewniejsza siebie, a w tenisie to jest bardzo ważne i o wszystkim decyduje". Choć nie dostrzegał rewolucji w jej stylu, to właśnie mentalna siła okazała się decydująca. Jego prognoza okazała się prorocza.
Wielkich zmian w jej stylu przecież nie ma, ale widać zadowolenie z gry. W sobotę pewnie zdobędzie swój szósty tytuł wielkoszlemowy.
Hmmm, a może wszystko się rozbiło o słynny makaron z truskawkami? ;)
Świat oszalał na punkcie Polki. "Najlepsza w swoim pokoleniu"
Spektakularny triumf na Wimbledonie odbił się echem na całym świecie. Zagraniczne media prześcigały się w komplementach pod adresem Polki. Prestiżowy The Guardian bez wahania nazwał ją "najlepszą zawodniczką swojego pokolenia", a hiszpański AS tylko potwierdził to, co pisał przed finałem – że Iga Świątek to absolutna dominatorka. Francuski profil Univers Tennis podsumował mecz pięknym zestawieniem::
2018: Iga Świątek (17 lat) wygrywa Wimbledon w kategorii juniorek
2025: Po czterech tytułach na Roland Garros, Iga Świątek (24 lata) wygrywa Wimbledon wśród profesjonalistek
Marzenie, które stało się rzeczywistością.
Zamieszcza też wiele mówiące zdjęcie Amandy Anisimovej:
Sukces Polki przekroczył granice sportu. Tuż po meczu na trybunach gratulowała jej osobiście aktorka Courtney Cox, znana z serialu "Przyjaciele". Ich znajomość ma dłuższą historię – Świątek, wielka fanka serialu, już wcześniej żartobliwie proponowała aktorce grę w deblu:
Gdybyśmy grały razem w parze deblowej, żadna z piłek by cię nie uderzyła... tak, tylko mówię
– pisała z humorem na Instagramie.
Ten dzień to nie tylko kolejny puchar w gablocie, ale także potężny zastrzyk finansowy. Za historyczną wygraną Polka zainkasowała gigantyczne zarobki Igi Świątek – nagroda za zwycięstwo w turnieju to 3 miliony funtów, czyli prawie 15 milionów złotych.
Dla Polki to już szósty tytuł wielkoszlemowy, ale pierwszy na trawie, nawierzchni, której, jak sama przyznawała, "nigdy nie lubiła". Dziś podbiła królestwo trawy, udowadniając, że jest mistrzynią absolutną, gotową na dominację na każdej nawierzchni.