Wydawało się, że Donald Tusk trzyma koalicję żelazną ręką, ale w obozie władzy aż huczy od napięć. Niespodziewany i potężny cios nadszedł ze strony jednego z kluczowych koalicjantów. Wiceprzewodnicząca Polski 2050, Joanna Mucha, wprost zasugerowała, że rola premiera może się zmienić. To bezprecedensowe uderzenie w lidera rządu, które może być początkiem poważnego kryzysu w koalicji 15 października.
Posłanka Hołowni bez ogródek o przyszłości Tuska
Te słowa musiały zaboleć premiera. Joanna Mucha, jedna z najważniejszych postaci w partii Szymona Hołowni, goszcząc w programie "Jeden na Jeden" w TVN24, nie gryzła się w język. Stwierdziła, że rząd Donalda Tuska potrzebuje nowego otwarcia, a to może oznaczać fundamentalne zmiany na samym szczycie.
To zresztą nie pierwszy raz, gdy Mucha, była członkini Platformy Obywatelskiej, wbija szpilę swojemu dawnemu środowisku. Już wcześniej zarzucała partii Tuska, że od lat "absolutnie niczego się nie uczy". Tym razem jednak jej słowa uderzają bezpośrednio w samego lidera rządu.
Donald Tusk zapewne zostanie premierem, ale mam cały czas wrażenie, że potrzebujemy też nowego wizerunku tego rządu, który również będzie zakładał, że Donald Tusk być może w jakiś sposób zmieni swoją rolę.
Mucha celowo unikała podawania jakichkolwiek nazwisk, mówiąc, że "to rozmowa między koalicjantami". Taka tajemniczość tylko podsyca spekulacje i sprawia, że jej wypowiedź jest odczytywana jako otwarte wezwanie do przemyślenia, kto powinien stać na czele rządu.
instagram.com/donaldtusk / canva.com
W tle wielka wojna o stanowiska. O to toczy się gra
Szokujące słowa Joanny Muchy nie padły w próżni. W tle toczy się bezwzględna gra o wpływy przed zapowiedzianą na 22 lipca rekonstrukcją rządu. Szymon Hołownia i jego Polska 2050 od dawna zabiegają o stanowisko wicepremiera dla swojej minister, Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Hołownia publicznie deklarował: "Będę o wicepremiera dla Polski 2050 walczył."
Donald Tusk uciął jednak spekulacje w swoim stylu – krótko i jednoznacznie. Podczas briefingu prasowego w Rzymie nie pozostawił koalicjantom złudzeń.
W tej chwili na pewno nie ma o tym mowy. Znaczy w ramach rekonstrukcji rządu nie przewiduję stanowiska wicepremiera dla Polski 2050 i (tego stanowiska) na pewno nie będzie.
W tym kontekście sugestia dotycząca zmiany premiera wygląda jak polityczna odpowiedź i próba wywarcia maksymalnej presji. Sama Joanna Mucha przyznała, że twarda postawa Tuska to tylko element gry. "To jest pozycja negocjacyjna. Tak bym to określiła" – skwitowała w TVN24. Otwarta wojna o stanowiska weszła w decydującą fazę.
Fot. Michal Zebrowski/East News
Koalicja trzeszczy w szwach? "Nie funkcjonuje dobrze"
Sugestia zmiany na stanowisku premiera to jednak wierzchołek góry lodowej. Joanna Mucha bez ogródek przyznała, że cała koalicja rządząca ma poważne problemy ze współpracą, a jej słowa malują obraz chaosu i braku strategii.
Musielibyśmy być ślepi, żeby udawać, że ta koalicja funkcjonuje dobrze. (…) Nie funkcjonuje dobrze.
Posłanka precyzowała, że problem leży w samej organizacji pracy rządu:
Tych spotkań jest zdecydowanie za mało, one nie mają swojej stałej rutyny, jakby sposobu funkcjonowania. Tam nie ma porządku obrad
– mówiła, malując obraz chaosu wewnątrz koalicji rządzącej. W jej ocenie największym błędem Donalda Tuska jest to, że "rząd nie prezentuje żadnej strategii i żadnej wizji".
Pytanie, które unosi się nad koalicją, jest jedno: czy ostre słowa Joanny Muchy to tylko element twardej gry o stanowiska, który ucichnie po lipcowej rekonstrukcji? Czy może to zapowiedź głębszego pęknięcia i buntu mniejszego koalicjanta, który czuje się marginalizowany? Najbliższe tygodnie pokażą, czy Donald Tusk zdoła utrzymać jedność obozu władzy, czy też będziemy świadkami początku końca obecnego układu sił.