W czwartek wyszło na jaw, że Antoni Macierewicz na swoją podkomisję smoleńską wydał aż 81,5 milionów zł. Sieć zalały memy.
Antoni Macierewicz przebimbał na podkomisję smoleńską 81,5 miliona zł
W końcu nadszedł długo oczekiwany czas rozliczeń PiS-u. Rząd Donalda Tuska wziął się za rozliczanie 8-letnich rządów PiS-ów i ich nadużyć finansowych, czego zresztą domagali się wyborcy. Efekt tych rozliczeń zapiera dech.

W czwartek 24 października odbyła się prezentacja raportu Zespołu ds. oceny funkcjonowania Podkomisji Smoleńskiej z udziałem kierownictwa MON. W prezentacji udział wzięli minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, wiceminister Cezary Tomczyk i szef zespołu płk pil. Leszek Blach.
W skrócie obecny szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ujawnił, że słynna podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza kosztowała skarb państwa 81,5 milionów zł. Tyle dokładnie przebimbał Antoni Macierewicz, czyli ówczesny szef MON, na swoją podkomisję smoleńską.
Koszty działania komisji to 34,5 mln zł. Do tego trzeba doliczyć bezpowrotne zniszczenie samolotu Tu-154, którego wartość wyceniono na 47 mln zł. Łącznie to daje 81 mln zł
- poinformował Kosiniak-Kamysz o kosztach podkomisji smoleńskiej, jak podaje Onet.pl.

To jednak jeszcze nie wszystko, bo ochrona Antoniego Macierewicza kosztowała 1 milion złotych, ekspertyzy kosztowały nas 17 milionów zł, ponadto na wydatki osobowe podkomisji wydano ok. 12,5 mln zł.
Łączne wydatki podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza zostały także opublikowane na profilu na X Ministerstwa Obrony Narodowej.
x.com/MON_GOV_PL
Antoni Macierewicz, podkomisja smoleńska, koszty — memy
Trzeba przyznać, że Antoni Macierewicz miał rozmach i rozkręcił zaiste wybuchową imprezę z nasze pieniądze. Żeby tak się bawić za cudze, to też trzeba umieć. Wkrótce Antoni Macierewicz zostanie za to rozliczony.


Nic dziwnego, że gigantyczne koszty podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza wywołały memy. Internauci żartowali z jego rozmachu i niefrasobliwości w wydawaniu pieniędzy ze Skarbu Państwa. Najwyraźniej kolega Jarosława Kaczyńskiego wychodził z założenia, jak się bawić, to się bawić.